O kompozytorze, który wyrzekł się muzyki

Czy Alberto Savinio jest twórcą zapomnianym? Cóż, wierzę głęboko, że mimo upływu lat, pozostaje jednak twórcą wciąż nieodkrytym, być może wciąż zbyt trudnym i zbyt wszechstronnym, by móc trafić bezpośrednio do szerszej publiczności.

Nikt jednak nie pragnął tak bardzo jak Savinio wejść z odbiorcą w dialog. Twórca nieustannie poszukiwał swojego „czytelnika niepowierzchownego”, który nie tylko nie będzie bał się rozmowy, ale przede wszystkim sprosta wyzwaniu wielości uprawianych przez niego dziedzin sztuki. Savinio, choć znany jest dziś przede wszystkim jako pisarz i malarz, a także brat Giorgia de Chirico, malarza metafizycznego, karierę rozpoczynał jako pianista i kompozytor.

savinio-1

Alberto Savinio, a właściwie Andrea Francesco Alberto de Chirico, urodził się 25 sierpnia 1891 roku w Atenach jako trzecie dziecko Evarista i Gemmy de Chirico, mieszkających  w tych czasach w Grecji. Po wielu podróżach i ostatecznej przeprowadzce rodziny do Aten rozpoczął w 1899 roku naukę kompozycji i gry na fortepianie w tamtejszym konserwatorium, które ukończył cztery lata później, uzyskując dyplom z wyróżnieniem. Po śmierci ojca i krótkim pobycie we Włoszech zamieszkał z bratem i matką w Monachium. Giorgio uczył się w tamtejszej Szkole Sztuk Pięknych, zaś Andrea kontynuował naukę kompozycji pod kierunkiem Maxa Regera. Był to okres, którego mimo sławy i uznania nauczyciela nie wspominał zbyt dobrze. Pisał:

Powiedziano mi, że Regera nazywają „drugim Bachem”. Miałem wtedy szesnaście lat, a w takim wieku nie trzeba się jeszcze wstydzić, że wierzy się w istnienie na świecie drugiego Bacha, i może nawet trzeciego, i czwartego… Max Reger zadawał mi temat, na który miałem improwizować fugę. Ale czy było mi przyjemnie improwizować fugę w obecności kogoś, kto śpi, nawet jeśli ten ktoś byłby drugim Bachem?

W czasie studiów pod kierunkiem Regera powstała pierwsza opera Savinia – Carmela. Brak szczególnych sukcesów koncertowych i niewielkie uznanie ze strony publiczności sprawiły jednak, że twórca postanowił zrezygnować z kariery pianistycznej i poświęcić się jedynie kompozycji. W tym czasie powiedział:

Dla pianisty inteligencja jest czymś raczej szkodliwym niż pożytecznym, bo pianista to raczej rzemieślnik niż poeta: musi spędzać wiele godzin dziennie przed tą ogromną biało-czarną sztuczną szczęką, żeby grać gamy, ćwiczyć palce, opracowywać sobie i zapamiętywać kawałki programu… Uznałem, że byłoby niedorzecznością wyrzekać się wdzięków bogini Inteligencji, aby móc zagrać względnie czysto menuet Scarlattiego czy canzonę Bacha…

Andrea sięgnął więc po filozofię. Wśród studiowanych przez niego autorów znaleźli się: Nietzsche, Lichtenberg, Weininger, Bergson i przede wszystkim Schopenhauer, którego wybrał na swojego mistrza. W tym czasie rozpoczął też pierwsze próby literackie.

Punktem zwrotnym była jednak przeprowadzka do Paryża w 1910 roku. Pierwsze miesiące pobytu Andrei w mieście związane były z pracą nad operą Le trésor de Rampsenit, której jednak nigdy nie ukończył. Przełom nastąpił w roku 1912: to właśnie wtedy Savinio poznał i zaprzyjaźnił się z Guillaumem Apollinairem oraz zaczął brać udział w spotkaniach redakcyjnych „Le Soirées de Paris”. Zaowocowało to kolejnymi znajomościami z postaciami takimi jak: Picasso, Picabia, Max Jacob, Jean Cocteau, Paul Guillaume czy Giovanni Papini. W 1913 roku Savinio wziął udział w premierze Święta wiosny Strawińskiego. Zainspirowany baletem rosyjskim Diagilewa, sam napisał muzykę do baletów Persée i Deux amours dans la nuit. Wtedy też po raz pierwszy podpisał się nazwiskiem Alberto Savinio, dodając przy tym „artisan dionysiaque”. Na rok 1914 przypadły pierwsze sukcesy muzyczne kompozytora. Przede wszystkim niezwykle przychylnie zostały odebrane jego koncerty w Sali „Les Soirées”. Ardengo Soffici mówił o młodym twórcy w następujących słowach:

Wyróżnił się niesłychaną odwagą, z jaką porwał się na odnowienie muzyki, a także gwałtownością wykonania własnych kompozycji fortepianowych, co czyniło z niego monstrum godne annałów historii. Bądź zbawcę ludzkości, jak wyrażał się o nim nasz przyjaciel Apollinaire…

W tym samym roku Savinio opublikował też na łamach „Les Soirées de Paris” manifest Le drame et la musique (Dramat i muzyka) oraz poemat sceniczny i suitę fortepianową Le chants de la mi-mort (Pieśni o pół-śmierci), być może dziś najbardziej znane dzieło muzyczne twórcy.

Mimo pierwszych – tak długo wyczekiwanych – sukcesów scenicznych, Savinio w 1915 roku zdecydował o porzuceniu muzyki. Polem jego działań miała stać się teraz literatura. Po latach pisał w autorskim zbiorze pism krytyczno-muzycznych Scatola sonora:

Wyrzekłem się muzyki w wieku dwudziestu pięciu lat „ze strachu”. Nie chciałem się poddawać jej urokowi. Podporządkować się jej woli. Bo już doświadczyłem na sobie jej druzgocącego wpływu. Bo z przeżyć muzycznych wydostawałem się na powierzchnię jak ze snu bez snów. Bo muzyka olśniewa i ogłupia.

W okresie muzycznego milczenia Savinio całkowicie poświęcił się malarstwu i literaturze. Z inicjatywy brata, któremu wysłał swoje pierwsze dzieła, już wraz z żoną, zdecydował o powrocie z Włoch do Paryża. Pierwsza zwieńczona sukcesem wystawa odbyła się w 1927 roku i rozwiązała kłopoty finansowe Savinia. To wtedy powstały też jego najsłynniejsze dzieła: Autoportret z dzieciństwa, Gladiatorzy, Le rêve du poète czy Atlas. Savinio utrzymywał też kontakty z surrealistami, wśród których znaleźli się Breton czy Max Ernst.

savinio_atlante
Mimo że w wieku dwudziestu pięciu lat Savinio wyrzekł się muzyki, powrócił do niej pod koniec życia. W 1946 roku skomponował muzykę do baletu La vita dell’uomo (Życie człowieka), zaś w 1948 roku współreżyserował, zaprojektował scenografię i kostiumy do Króla Edypa Igora Strawińskiego dla mediolańskiego Teatro alla Scala. To wtedy właśnie uznał teatr za miejsce idealne dla realizacji swoich wszechstronnych zainteresowań artystycznych. Pisał: „Teatr jest miejscem, gdzie poprawia się to, co błędne, gdzie dopełnia się to, czego na jawie nie możemy urzeczywistnić”. W 1949 roku zaprojektował dla La Scali ponownie dekoracje i kostium do Ognistego ptaka Strawińskiego i Opowieści Hoffmanna Offenbacha. W 1950 w radiu wysłuchać można było opery w 16 epizodach – Agenzia Fix, a w Teatro Eliseo w Rzymie wystawiona została jego opera w jednym akcie – Orefeo vedovo (Wdowiec Orfeusz). W tym samym roku napisał też ostatnią operę – Cristoforo Colombo (Krzysztof Kolumb). Stwierdzona choroba serca sprawiła, że Savinio wycofał się z szaleńczej pracy. W 1951 roku La Scala wystawiła balet Vita dell’uomo ze scenografią i kostiumami artysty. Został on bardzo dobrze przyjęty. W ostatnich dniach życia, w maju 1952 roku, reżyserował Armidę Rossiniego z Marią Callas w roli głównej, zaprezentowaną podczas festiwali „Maggio Musicale Fiorentino” we Florencji. W tym czasie zanotował: „Życie jest przechadzką, którą odbywa się samotnie. Przychodzi wieczór, trzeba wracać do domu”. Zmarł w nocy z 4 na 5 maja. Wiele lat wcześniej, w opowiadaniu Uomo bianco (Biały człowiek) zapisał prorocze, jak się okazało, słowa: „Dziś jest 5 maja. Moja godzina wybiła”.

Cała spuścizna Savinia, wyłączając obecne w muzeach obrazy, przechowywana jest w Gabinetto Scientifico Letterario G. P. Vieusseux we Florencji. Dostępne dziś, wydane w większości na krótko po śmierci artysty, publikacje zawierają jedynie szczątkowe informacje na temat dzieł muzycznych kompozytora, uwypuklając jego twórczość literacką i malarską. Wydaje się jednak, że mimo niewielkiej ilości pozostawionych po sobie utworów, to właśnie muzyka „prześladowała” go przede wszystkim i do samego końca, ta, która, jak pisał: „wibruje na każdym rogu, gra z naszymi oczami i naszą krwią – muzyka wielka i prawdziwa, która niczym smutek i radość, maszeruje z nami ramię w ramię, niewidoczna i potężna”.

savinio

Jeden komentarz dla “O kompozytorze, który wyrzekł się muzyki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.