Overtourism i zakazy dla turystów we Włoszech

Co roku Włochy odwiedzają miliony turystów. Ich liczba niepokojąco rośnie, a w 2018 roku zanotowano 429 milionów noclegów przyjezdnych. Większość turystów obiera sobie konkretny cel podróży: większe miasta na zwiedzanie, wyspy i wybrzeża na plażowanie. Zapewne każdy, kto choć raz wybrał się do Italii, spotkał się z dzikim tłumem w Rzymie, Florencji czy Wenecji. Trudno to nazwać zwykłą turystyką, skoro mamy do czynienia z ogromną masą ludzi, często bardzo przewyższającą liczbę mieszkańców danego miejsca. To zjawisko nazwano angielskim terminem overtourism i uznano za niezwykle niebezpieczne dla dziedzictwa narodowego oraz dla samego środowiska.

Turystyka we Włoszech, dane ISTAT

Niestety przeraża nie tylko skala hipermasowej turystyki, lecz także nierozwaga przyjezdnych. Co rusz czytamy o głupocie podróżujących, którzy niszczą zabytki (np. poprzez dotykanie fresków i obrazów czy wchodzenie na pomniki) oraz bezmyślnie zanieczyszczają miasta i plaże. Przez dziki tłum turystów tworzą się ogromne korki, wzrasta zanieczyszczenie powietrza i wody, produkowane są horrendalne ilości śmieci, generuje się większy hałas. Co gorsza miasta tracą swoją duszę, a lokalne produkty autentyczność. Takie miejsca stają się uciążliwe przede wszystkim dla ich mieszkańców.

Zakazy i ograniczenia

Lokalne władze od lat mierzą się z tym problemem, próbują wprowadzać zniechęcające dla przyjezdnych zakazy czy dodatkowe opłaty za pobyt w danym miejscu. Za jednodniowe zwiedzanie Wenecji trzeba zapłacić contributo di accesso, za dłuższe pobyty w wielu miastach obowiązuje specjalny podatek – tassa di soggiorno. Spotkamy się z nim m.in. w Rzymie , Wenecji, Mediolanie, Genui czy Florencji.

Co więcej przed najbardziej turystycznymi miejscami – np. w Wenecji – powoli pojawiają się bramki regulujące przepływ ludzi. Kierowcy samochodów powinni zaś zdawać sobie sprawę z tego, że wielu włoskich miasteczkach obowiązuje zona traffico limitato, strefa ograniczonego ruchu, do której wjazd na pewno skończy się mandatem.

Wenecja, autor: mararie, flickr, CC BY-SA 2.0

Takie rozwiązania w jakimś stopniu chronią środowisko i zwiększają bezpieczeństwo mieszkańców, ale – zdaje się – jeszcze nie zniechęcają przyjezdnych. Łamanie zakazów, w których coraz trudniej się zorientować, wciąż raczej rzadko jest egzekwowane przez włoskie służby, choć sytuacja powoli się zmienia. Warto zdawać sobie sprawę z tego, co można, a czego nie w najbardziej turystycznych miejscach.

Wenecja królową zakazów

Wenecja wiedzie prym w rankingach najbardziej zatłoczonych miast. Według raportu airbnb Healthy Travel and Healthy Destinations na jednego mieszkańca przypada tam prawie 78 turystów! W związku z tym lokalne władze wprowadziły całą listę bardziej i mniej oczywistych zakazów (cały regulamin znajdziecie tutaj). Do tych pierwszych można zaliczyć zakaz pływania, surfowania i nurkowania w miejscach do tego nieprzeznaczonych, czyli np. w weneckich kanałach, wchodzenia do fontann, spuszczania ze smyczy zwierząt, wieszania kłódek na mostach, wspinania się na drzewa, budynki, pomniki, latarnie. Nie można też dokarmiać gołębi, nieodłącznego elementu placu św. Marka. Grozi za to od 50 do 200 euro mandatu.

Gołębie na Placu św. Marka

W mieście zabrania się noszenia stroju kąpielowego. Zapomnijmy więc o eksponowaniu na weneckich uliczkach góry od bikini czy chodzeniu bez koszulki. Zakaz obowiązuje nie tylko w miejscach publicznych, lecz także w prywatnych środkach transportu.

Warto wiedzieć, że mandat można dostać za siadanie w miejscach do tego nieprzeznaczonych, zwłaszcza tych o natężonych ruchu pieszym, np. na stopniach mostów, w zabytkowych portykach, ale także na murkach, przed witrynami sklepów, przy studniach. Co więcej nie można też leżeć na ławkach ani stawiać na nich nóg. Odpoczywać należy w weneckich parkach, które zostały oznaczone na tej mapce.

Poważniejszym przewinieniem jest spożywanie posiłków na ulicach. Nie można usiąść sobie gdziekolwiek, by zjeść kanapkę. Wenecja walczy z turystami zaopatrzonymi we własny prowiant. Niestety skala turystyki w tym mieście jest na tyle duża, że służby sprzątające nie nadążają nad wywożeniem śmieci. Miejscowe lokale są zobligowane do oznaczania swoich plastikowych naczyń i dbania o przestrzeń w promieniu 100 metrów od wejścia.

Po centrum Wenecji nie można poruszać się na rowerach, rolkach, deskorolkach czy hulajnogach. Mandatu nie dostaną jedynie dzieci do 11. roku życia. Zakazuje się także grania np. w piłkę oraz używania urządzeń o wysokim natężeniu hałasu, np. przenośnych radyjek, od kilku lat bardzo popularnych wśród młodzieży.

Za takie siedzenie w Wenecji można już dostać mandat

A jeśli już mowa o hałasie, to w Wenecji turyści nie mogą się przemieszczać z walizką na twardych kółkach. Za takie przewinienie grozi nam od 100 do 500 euro. Zalecane są jedynie bagaże o kółkach dmuchanych lub gumowych, a lokalne władze wprowadziły nawet atestowaną walizkę „Venice trolley”.

A teraz najdziwniejszy zakaz: mandat może otrzymać ten, kto w dni, w których jest wysoki stan wody w mieście, chodzi zbyt szybko i ochlapuje innych przechodniów. Przy okazji lepiej nie chodzić po wysokiej wodzie bez obuwia. W Wenecji sporo jest szczurów, które w czasie powodzi pływają w wodzie.

Aby zachęcić turystów do rozważnego zwiedzania miasta, Wenecja prowadzi szereg kampanii. Jedna z nich nazywa się #EnjoyRespectVenezia. Tutaj znajdziecie przewodnik poświęcony temu, na co zwrócić uwagę, gdy zdecydujemy się zawitać do tego miasta:

Florencja

Podobną kampanię prowadzi Florencja. Na oficjalnej stronie miasta znajdziemy zakładkę #enjoyrespectfirenze z informacją, jak się powinno zachować w stolicy Toskanii.

Podobnie jak w Wenecji nie można sobie pozwolić na ściągnięcie koszulki ani na chodzenie w stroju kąpielowym czy krótkich topach. Zakazuje się także kupowania produktów (najczęściej podróbek) od nielegalnych sprzedawców – taki precedens może nas kosztować do 7000 euro (i to nie tylko we Florencji)! Nie należy także hałasować, zwłaszcza nocą.

Florencja, autor: Doc Searls, flickr, CC BY 2.0

Najgłośniej jest ostatnio o uchwaleniu zakazu antypiknikowego. W godzinach 12-15 oraz 18-22 nie można spożywać posiłków na najbardziej zatłoczonych uliczkach, takich jak: via dei Neri, Piazzale degli Uffizi, Piazza del Grano czy via della Ninna. Zakaz obowiązuje także przed lokalami sprzedającymi street food, np. przed naszym ulubionym Antico Vinaio. Mandat może wynosić od 150 do 500 euro. Pełny regulamin z zasadami bezpieczeństwa w stolicy Toskanii znajdziecie tutaj.

Rzymskie zakazy

Także w Rzymie turyści muszą mieć się na baczności. Oczywiście nie można kąpać się w fontannach ani wieszać kłódek na mostach. Zakazuje się także picia wody bezpośrednio ze źródełek. To mógłby być nasz najdroższy łyk.

A jeśli już jesteśmy przy napojach, to w Rzymie nie można spożywać alkoholu, śpiewać ani grać na instrumentach w środkach transportu publicznego, na przystankach oraz dworcach.

Jeśli zdarzy Wam się zrobić pranie, nie wywieszajcie go w oknach czy na balkonie od strony ulicy. Za to także można dostać mandat do 300 euro. Pilnujcie się też z głośnością muzyki w samochodzie. Nie powinna ona być słyszalna dla innych uczestników ruchu.

Watykan, autor: Sébastien Bertrand, flickr, CC BY 2.0

Ostatnio bardzo głośno jest o nowym zakazie. Nie można siadać ani kłaść się na słynnych Schodach Hiszpańskich. To dopełnienie wcześniej wprowadzonego zakazu jedzenia i picia w pobliżu tego zabytku. Mandat może nas kosztować do 400 euro.

Schody Hiszpańskie, autor: rob zand, flickr, CC BY-SA 2.0

Przed zwiedzeniem muzeów warto się zapoznać z ich regulaminem. Do niektórych nie można wnosić plecaków, w innych zakazuje się robienia zdjęć (a już na pewno nie z lampą!), jak np. w Kaplicy Sykstyńskiej. W kościołach (oczywiście nie tylko w Rzymie) trzeba pamiętać o odpowiednim ubraniu (zakryciu ramion i nóg do kolan).

Cinque Terre

W Cinque Terre od 1 kwietnia 2019 nie można nosić japonek, klapek i sandałów w Parco Nazionale delle Cinque Terre. Zakaz wprowadzono z powodu wypadków, które się wydarzyły właśnie z powodu nieodpowiedniego obuwia turystów. Wiele osób być może nie zdaje sobie sprawy, że trasa między malowniczymi miejscowościami to nie szeroki i płaski deptak. Te szlaki nie różnią się bowiem niczym od górskich. Złamanie zakazu może kosztować od 50 do 2500 euro.

Wybrzeże Amalfitańskie

W większości miejscowości nadmorskich Kampanii (ale nie tylko) nie można spacerować z gołym torsem oraz w strojach kąpielowych. Nie można także koczować na ulicy i na plażach. W czasie pausa pranzo zakazuje się przechadzać w butach na obcasach po uliczkach Positano. Ponadto nie można tam wyprowadzać psów bez smyczy.

Włoskie plaże

Coraz częściej spotkamy się we Włoszech z zakazem palenia oraz używania plastikowych naczyń na plażach. Obowiązuje on już w Rawennie, w wielu apulijskich kurortach, a także na włoskich wyspach.

Prym w dbaniu o środowisko wiedzie Sardynia, która od lat zmaga się z degradacją przyrody. Największy problem ma z piaskiem, którego z roku na rok ubywa z plaż. Nie pomagają zakazy wywożenia go jako pamiątki (ostatnio pomysłowi francuscy turyści chcieli wywieźć 14 kg). Dlatego też lokalne władze uchwalają coraz to nowsze przepisy mające na celu ochronę dziedzictwa naturalnego Sardynii.

Boss Tweed, flickr, CC BY 2.0

I tak na Cala Mariolu wprowadzono bilet wstępu wynoszący euro za osobę i ograniczono liczbę osób mogących z niej korzystać do 1000 osób dziennie. W Cala Goloritzè, gdzie maksymalnie może się kąpać trzydzieści pięć osób dziennie, bilet wynosi sześć euro za osobę. W wielu miejscach przed opuszczeniem plaży trzeba dokładnie umyć nogi oraz wytrzepać ręcznik. Odpłatna i o ograniczonej liczbie osób jest także trasa trekkingowa Selvaggio Blu.

***

Overtourism to bardzo niepokojące zjawisko sprawiające, że podróżowanie poza tym, że staje się niebezpieczne dla obranych kierunków, po prostu traci sens. Żadne miejsce na świecie nie jest dostosowane do przyjęcia takiej liczby ludzi, jaka potrafi się przewinąć w sezonie przez zadeptane weneckie uliczki czy szlaki Cinque Terre, zwłaszcza gdy są to przyjezdni nieszanujący przestrzeni publicznej i środowiska.

Zakazy mają z jednej strony mają ograniczyć napływ turystów, a z drugiej strony uprzykrzają zwiedzanie tym, którzy już się na to zdecydują. Warto więc dobrze zaplanować wyprawę do Italii, najlepiej poza sezonem, by móc się nacieszyć tym pięknym krajem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.