Podróż do serca miasta – o Neapolu Ferzana Özpetka (i moim)

Na pytanie: „A czy tam jest w ogóle bezpiecznie?”, które pada nad wyraz często, odpowiadam zawsze szerokim uśmiechem. Prawda jest taka, że dwa razy bałam się w Neapolu. Pierwsza sytuacja wydarzyła się wieczorem. Siedziałam akurat w Caffè Arabo przy Piazza Bellini, gdy ktoś zaczął w lokal rzucać butelkami. Druga sytuacja była wydarzeniem na granicy jawy i snu. To był ostatni dzień mojego pierwszego dłuższego pobytu w Neapolu. Nie wiedziałam jeszcze, że będę wracać tam tak często, dlatego wybrałam się na spacer. Chciałam po raz ostatni zachwycić się tym miastem, desperacko chłonąc jego zapachy i dźwięki.

Szłam akurat Via dei Tribunali, gdy zobaczyłam niewielki sklep bez szyldu. Pamiętam jedynie czerwoną framugę drzwi i szerokie okno wystawowe. W środku panował mrok. Moją uwagę przykuła kolekcja lalek i marionetek o pustych oczodołach, zwisających z sufitu, zebranych w kupę jak siedzący przy stole, obcy sobie od wieków członkowie wielopokoleniowej rodziny. Zajrzałam do środka. Przywitał mnie zupełnie obojętny staruszek o siwych, opadających na czoło, mokrych od potu włosach. Pozwolił mi się rozejrzeć. Sklep był opowieścią, w której krzyżowały się losy Marka Aureliusza i Stalina, zastygłych w gipsie, wyglądających w pustkę spomiędzy zakurzonych, oprawionych w gnijącą skórę ksiąg i zegarków o pożółkłych tarczach. Czas się zatrzymał. Krążyłam pomiędzy duchami minionej świetności miasta, maszynami do pisania i maszynami do szycia zanurzonymi w wilgotnych oparach kurzu i rdzy, gdy poczułam, że na coś nadepnęłam. Była to pojedyncza karta do gry, Joker, czyli żartowniś. Staruszek pozwolił mi ją zatrzymać. Opuściłam sklep i postanowiłam się zgubić.

Tak oto znalazłam się w dzielnicy San Lorenzo. Był środek dnia, wokół nie było nikogo. Mijałam szare mury kamienic, które zdobiły diaboliczne kafelki, układające się w obraz piekielnych płomieni. Nawet uliczna kapliczka, zamiast klasycznych wizerunków św. Ojca Pio czy Maradony, przedstawiała zamkniętą za szkłem figurkę diabła. Po raz pierwszy przeraziła mnie maska Pulcinelli. Cisza, jaka mnie zastała, zaczęła być nieznośna, obca. Gdy mój, bezpodstawny w końcu, niepokój wzrastał, próbowałam wydostać się z San Lorenzo, ale każda uliczka, w którą skręcałam, prowadziła do jeszcze większego labiryntu wąskich przejść. Poczułam, że Neapol kpi ze mnie jak zakurzony Joker, którego trzymałam w kieszeni.

Podczas kolejnych wizyt w mieście nie udało mi się ponownie odnaleźć sklepu, więcej nie zajrzałam też do San Lorenzo. Zrozumiałam, że niebezpieczeństwem, jakie czeka mnie w Neapolu, nie jest jedynie pulsująca lawa Wezuwiusza. To miasto skrywa w sobie tajemnicę, oscyluje na granicy magii, która cienka jest jak całun oplatający figurę Chrystusa w Cappella Sansevero, i o tym właśnie opowiada ostatni film Ferzana Özpetka.

Wszystkie zamieszczone w artykule kadry pochodzą z filmu Neapol spowity tajemnicą, za: Aurora films

Ferzan Özpetek (ur. 1959) to włoski reżyser tureckiego pochodzenia, znany dzięki filmom takim jak Okna (2003), Saturno contro. Pod dobrą gwiazdą (2007) czy Mine vaganti. O miłości i makaronach (2010). W swoim najnowszym filmie zabiera widzów w fascynującą podróż po mitologii zaklętej w murach Neapolu, który należy w końcu do jednych z najbardziej intrygujących kinematograficznie miast, co wielokrotnie potwierdziło rozkochane w nim oko reżyserów, począwszy od klasyków kina takich jak Vittorio De Sica, po współczesnych twórców z Mario Martone na czele.

Sama wizyta w mieście wiąże się z poczuciem uczestnictwa w wielkim spektaklu codzienności. Punktem wyjściowym Neapolu spowitego tajemnicą (Napoli velata, 2017) jest właśnie spektakl, scena porodu femminiello. To wtedy dochodzi do pierwszego spotkania pomiędzy Adrianą (w tej roli Giovanna Mezzogiorno, znana m.in. z Miłości w czasach zarazy czy Okien) i Andreą (Alessandro Borghi, Suburra, The Place). Para spędza razem noc i umawia się na kolejne spotkanie w Gabinetto Segreto neapolitańskiego Muzeum Archeologicznego. Miejsce nie pozostaje bez znaczenia, Sekretny Gabinet jest bowiem kolekcją erotycznych obiektów pochodzących z Pompei i Herkulanum.

Adriana oczekuje kochanka, przemierzając kolejne korytarze muzeum, jednak Andrea się nie zjawia. Do ponownego spotkania dochodzi dopiero w szpitalu. Adriana, na co dzień lekarka patolożka, bada ciało młodego zamordowanego mężczyzny, w którym rozpoznaje Andreę. Jego tajemnicza śmierć jest jedynie początkiem serii niewytłumaczalnych wydarzeń, z którymi przyjdzie jej się zmierzyć.

Nie sposób uniknąć wrażenia, że warstwa narracyjna filmu posłużyła jednak za pretekst dla opowieści o samym Neapolu. Film Özpetka jest niewątpliwym hołdem dla miasta, rozgrywa się w i dzięki jego przestrzeni, której symbolika urasta do rangi wewnętrznego kodu historii.

Gian Filippo Corticelli, odpowiedzialny za zdjęcia, w zręczny sposób sportretował to, co w Neapolu najpiękniejsze: od stacji metra Toledo po Piazza del Gesù Nuovo. Dzięki temu wraz z bohaterami filmu możemy poznać miasto, oddychać jego powietrzem, zgubić się w nim i zakochać. Oglądając Neapol spowity tajemnicą, z bliska przyglądamy się niezwykłej klatce schodowej Palazzo Mannajuolo przy via Filangieri 36, zasiadamy na tarasie Chiostro di San Martino, zaglądamy do wnętrza Farmacia degli incurabili, gdzie znajduje się złota macica (utero velato), dotykamy figury Cristo Velato w Cappella Sansevero.

Hołd dla miasta nie kończy się jednak na tym. Napoli velata to także ukłon w stronę teatru neapolitańskiego i neapolitańskiej teatralności. Świadczy o tym obsada filmu, postaci, w które wcielają się Peppe Barra (Pasquale), Anna Bonaiuto (Adele) czy Lina Sastri (Ludovica). W końcu sam Özpetek zakochał się i zetknął z Neapolem zaledwie kilka lat temu, pracując w teatrze San Carlo nad reżyserią Traviaty. Co więcej, neapolitańska teatralność ściśle wiąże się również z obrazami lokalnej, dalekiej od tradycyjnej, religijności, pulsuje wręcz w gestykulacji i deklamacyjności dialektu, niepokoi i zachwyca, czyni widzem każdego, kto się z nią zetknie.

Choć Napoli velata podzielił włoskich krytyków, należy przyznać, że jest on w twórczości Özpetka filmem ambitnym, w którym reżyser w sposób ciekawy i konsekwentny operuje miastem i podejmuje próbę przeniesienia na ekran tego, co w nim niewypowiedziane, spowite tajemnicą. Jest to film, który z pewnością trafi do fanów Oczu szeroko zamkniętych Kubricka czy Podwójnego kochanka Ozona. Jest to również film-zagadka, której rozwiązania widz nie może oczekiwać, bo Neapol spowity tajemnicą jest tak naprawdę estetycznym freskiem powstałym w oparciu o próbę odtworzenia personalnej więzi z miastem, które jest matką i wrogiem jednocześnie, uwodzi i pochłania, ma siłę, by obnażyć najniższe ludzkie instynkty, jak i rozkochać w swojej tajemnicy.

Zapytałam mojego kolegę, Lukę Taiuti, młodego reżysera z Neapolu, który był asystentem Ferzana Özpetka, jak wspomina Napoli velata. Odpowiedział:

To było niezwykłe doświadczenie. Po pierwsze, jasnym było, że [Ferzan] miał jednocześnie skonkretyzowaną i dość enigmatyczną wizję fabuły i samego Neapolu, trudną do opowiedzenia podczas zdjęć. Scenariusz pełen był wątków nierozwiązanych, tajemniczych, przez co wszyscy mieliśmy wrażenie obcowania z czymś absolutnie wyjątkowym. Zainteresowanie Özpetka ezoterycznym aspektem kultury neapolitańskiej było ewidentne, jednak tym, co sprawiło na mnie największe wrażenie, była jego umiejętność pracy z aktorami, precyzja w dawaniu uwag. Był w stanie spędzić wiele godzin, dopracowując pojedyncze sceny tylko po to, by aktor mógł dać z siebie jak najwięcej. Sam miał bezpośredni wpływ na każdy detal filmu. Özpetek jest wielbicielem finezji, co, myślę, znajduje doskonałe odzwierciedlenie w jego pracy.

Neapol spowity tajemnicą pozostawia widza z pytaniem: czy to wydarzyło się naprawdę? W ostatnich scenach Adriana odzyskuje pamiątkę po ojcu, co niejako potwierdza prawdziwość wydarzeń. Widząc, jak bohaterka znika za zakrętem uliczki, nie mogłam nie pomyśleć o karcie do gry, którą kilka lat wcześniej znalazłam na podłodze zakurzonego sklepu, do którego nigdy więcej nie trafiłam.

Film otwiera dedykacja: „A Napoli”, czyli „Neapolowi”. Nie znam drugiego takiego miasta.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.