Referendum dla żółtodziobów, czyli słów kilka o tym, czym żyją Włosi

W niedzielę w Italii odbędzie się referendum, którego inicjatorem i twarzą został premier Matteo Renzi z Partii Demokratycznej (funkcję sprawuje od 22 lutego 2014 r.).

Najważniejsze kwestie, których dotyczy referendum, to: zmniejszenie liczby senatorów i ograniczenie kompetencji Senatu, zmniejszenie kompetencji regionów – większa decyzyjność władzy centralnej i redukcja kosztów polityki.

Złożone pytanie

Pytanie referendalne brzmi: „Czy aprobuje Pan/Pani tekst ustawy konstytucyjnej dotyczącej rozporządzenia o zniesieniu równorzędnej dwuizbowości, zmniejszeniu liczby parlamentarzystów, ograniczeniu kosztów funkcjonowania instytucji, likwidacji Krajowej Rady Ekonomii i Pracy, rewizji piątego paragrafu II części Konstytucji?”. Paragraf ten dotyczy podziału terytorialnego na regiony, prowincje i gminy oraz kompetencji ich władz.

Przeciwnicy referendum zarzucają Renziemu, że pytanie jest zbyt długie, zbyt skomplikowane (wielu wyborców może go nie zrozumieć) i nie pozostawia możliwości zagłosowania jedynie za częścią postulatów. Zaskarżyli pytanie referendalne, jednak sąd w Mediolanie nie przychylił się do ich opinii.

Senat

Renzi zaproponował, by odejść od przyjętej w 1948 r. równorzędności izb Parlamentu (tj. Senatu – izby wyższej – i Izby Deputowanych – izby niższej, zwanej często po prostu „Camera”, którą możemy uznać za odpowiednik polskiego Sejmu).

Obecne prawo zakłada, że 309 senatorów wybieranych jest przez Włochów (maksymalna liczba senatorów z poszczególnych regionów to siedem, przy czym są wyjątki: Molise ma prawo tylko do dwóch, a Valle d`Aosta – do jednego). Sześciu kolejnych senatorów wybieranych jest w okręgach zagranicznych. Dodatkowo w izbie zasiadają tzw. senatorowie dożywotni – byli prezydenci i osoby wskazane przez premiera, dla których ma być to wyraz uznania za niezwykłe zasługi oddane krajowi. Zgodnie z prawem prezydent ma prawo wskazać pięciu takich zasłużonych Włochów, choć interpretacja przepisów bywała różna – większość prezydentów przyjmowała, że dożywotnich senatorów (nie licząc prezydentów) może być maksymalnie pięciu, jednak w latach 1984 – 1991 Pertini i Cossiga interpretowali przepis tak, że każdy prezydent może wskazać pięć osób, bez względu na to, jak zwiększy to liczbę senatorów.

Zgodnie z propozycją demokratów senat liczyłby tylko 95 senatorów, proporcjonalnie do liczby ludności w poszczególnych regionach. Z każdego regionu musiałby to być co najmniej jeden burmistrz.

Długo trwały dyskusje o tym, kto miałby wybierać senatorów. Początkowe  propozycje Renziego dawały takie prawo radom regionalnym. Ostateczna wersja zakłada jednak, że to obywatele wybierają rady regionalne, a wśród nich i tych, którzy będą zasiadali w Senacie, natomiast rady regionalne, już po objęciu funkcji, ratyfikowałyby ten wybór (tj. wskazywałyby senatorów „zgodnie z decyzją wyborców”). Ten zapis wydaje się niejasny nawet samym Włochom. 21 senatorów byłoby burmistrzami, natomiast pozostałe 74 mandaty dostaliby przedstawiciele władz terytorialnych wskazani przez rady regionalne na podstawie głosów wyborców. Taki zapis ma stanowić kompromis pomiędzy znacznym zmniejszeniem roli Senatu a pozostawieniem Włochom możliwości wyboru senatorów.

Funkcja senatora dożywotniego zostałaby zniesiona, a w jej miejsce pojawiłaby się możliwość wskazania przez prezydenta siedmiu osób, które pełniłyby honorową funkcję, lecz długość mandatu senatorskiego wynosiłaby jedynie siedem lat. Dotychczasowi posiadacze dożywotniego mandatu mogliby nadal cieszyć się otrzymanym przywilejem na dawnych zasadach. Byli prezydenci wciąż zasiadaliby w Senacie.

Zmieniłyby się też kompetencje izby wyższej. Od tej pory nie mogłaby brać udziału w głosowaniu o votum zaufania dla rządu i generalnie nie zajmowałaby się sprawami rangi państwowej, a jedynie tym, co dotyczy regionów. Zdecydowaną większość ustaw uchwalałaby odtąd tylko Izba Deputowanych. Renzi zwrócił uwagę, że obecnie istnieje we Włoszech zjawisko nazwane przez niego”ping-pongiem”, polegające na tym, że parlamentarzyści odsyłają ciągle ustawy z jednej do drugiej izby.

Drugą najważniejszą osobą w państwie nie byłby już przewodniczący Senatu, lecz Izby Deputowanych. Oznacza to, że przewodniczący Senatu zwoływałby wspólne sesje Parlamentu tylko w wypadku, w którym przewodniczący Izby Deputowanych sprawowałby funkcję prezydenta (w przypadku jego śmierci lub dymisji).

Podział władzy między regionami a władzą centralną

Ostatnie zmiany w konstytucji w tym zakresie miały miejsce w marcu 2001 r. Zgodnie z nowym projektem na wniosek rządu Izba Deputowanych mogłaby podejmować decyzje związane z energią, infrastrukturą czy Obrony Cywilnej, o ile wymagałby tego interes narodowy.

Zlikwidowano by też istniejącą od 1948 r. Narodową Radę Ekonomii i Pracy (Cnel). Zasiada w niej 64 radnych i przewodniczący (obecnie Antonio Marzano). Rada składa się z ekspertów: dziesięciu specjalistów z zakresu ekonomii, kultury społecznej i prawa (ośmiu nominowanych przez prezydenta i dwóch przez premiera), 48 przedstawicieli różnych gałęzi gospodarki, a także sześciu przedstawicieli organizacji trzeciego sektora (tj. pozarządowych, w tym głównie wolontariuszy). Instytucja ta ma charakter doradczy.

Zmiany w referendach

Zgodnie z propozycją wciąż potrzeba by było 500 tys. podpisów za konkretną zmianą, aby przeprowadzić referendum jej dotyczące, jednak 800 tys. podpisów pod projektem obniżałoby wymagane kworum. Wtedy referendum byłoby ważne nie wtedy, kiedy zagłosuje połowa do tego uprawnionych, lecz połowa głosujących w ostatnich wyborach. To często aż około dwóch razy mniej.

Inną istotną zmianą jest wprowadzenie tzw. referendów propozycyjnych (wł. propositivi), tj. takich. gdzie nie przedstawia się jeszcze konkretnego projektu prawa, a jedynie pyta obywateli o zdanie na bardzo ważny i aktualny temat (np. referendum dotyczące małżeństw homoseksualnych w Irlandii).

Natomiast projekty ustaw obywatelskich wymagałyby zgodnie z projektem demokratów 150 tys. podpisów obywateli, czyli aż trzykrotnie więcej niż obecnie.

Głosy na tak

Matteo Renzi przekonuje, że proponowane przez niego zmiany przyniosą aż pół miliarda euro oszczędności rocznie i pozwolą zwalczyć „kastę polityczną”. Jego zdaniem z nową konstytucję Włochy działałyby sprawniej i stałyby się bardziej nowoczesnym państwem.

Oszczędności są w jego mniemaniu konieczne, gdyż państwo nie radzi sobie z kryzysem imigracyjnym (170 tys. uchodźców przybyło do Włoch tylko w tym roku) ani z katastrofami naturalnymi (trzęsienia ziemi, które nawiedziły Italię jesienią).

Renzi zauważa, że reformy oznaczałyby, że z budżetu państwa przestałyby płynąć pensje dla prawie tysiąca zbędnych urzędników.

Premier uważa, że opory społeczne są duże, bo kampania firmowana jest jego imieniem – politycy opozycji nie krytykują samych propozycji, ale nakłaniają do głosowania przeciw Renziemu. Twierdzi też, że prowadzana jest „kampania kłamstw” i wprowadzania w błąd tak, by zniechęcić Włochów do złożonych postulatów demokratów.

Propozycje Renziego poparł przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker, niemiecki minister finansów Wolfgang Schaeuble i szef dyplomacji Frank-Walter Steinmeier.

Głosy na nie

Przeciwko Renziemu występują politycy od prawa do lewa. Propozycję ostro krytykuje m.in. Beppe Grillo z Ruchu Pięciu Gwiazd, który twierdzi, że zmiany, jakie proponuje Partia Demokratyczna, nie przyniosą państwu nic dobrego. Renzi spiera się z nim, twierdząc, że to właśnie z „kastą polityczną” walczył Grillo, były komik, który na fali sławy i sprzeciwu wobec polityków wszedł szturmem do polityki.

Prawicowa Liga Północna przekonuje, że projekt zmian poszedł w złym kierunku i należałoby zaktualizować przepisy w konstytucji, jednak w zupełnie innym zakresie.

Ruch Pięciu Gwiazd oraz Forza Italia Berlusconiego oskarżają Renziego o to, że chce odebrać prawa regionom i Senatowi z powodu swoich „dyktatorskich zapędów”.  Renzi odpiera ataki, przekonując, że jemu samemu nowe zapisy w konstytucji nie dałyby żadnych dodatkowych uprawnień.

Sam Berlusconi oświadczył, że jeśli Włosi zagłosują na „tak”, nie wyklucza wyprowadzki z kraju z powodu „zagrożenia demokracji”.

Co w razie przegranej

Burzliwe debaty dotyczą też tego, jak będzie wyglądała włoska polityka, jeśli w wyniku referendum nie zostaną wprowadzone poprawki do konstytucji. Początkowo Renzi zapewniał, że w razie przegranej wycofa się z polityki i „nie będzie walczył o utrzymanie się na powierzchni”, „łapał się kurczowo fotela premiera” ani „wegetował”. Teraz jednak, gdy sondaże coraz częściej wskazują, że Włosi mogą zagłosować na „nie”, nie jest już tak pewny swojej decyzji.

„Przygotuję sobie popcorn i będę patrzył, co się wydarzy” – powiedział ostatnio w jednym z wywiadów.

Opozycja przekonuje jednak, że choć prawo nie obliguje Renziego do ustąpienia z funkcji w przypadku odrzucenia w referendum proponowanych zmian, premier powinien odsunąć się od polityki. Ich zdaniem byłby to dowód na to, że Włosi nie ufają już Renziemu, a on sam nie ma pomysłu na poprawę sytuacji w kraju.

Eksperci niepokoją się, że upadek Renziego mógłby sprawić, że także Włochy dadzą się ponieść „fali populizmu”, której efekty zobaczyć możemy w USA (wybór Donalda Trumpa na prezydenta), Wielkiej Brytanii (wyniki referendum, w którym Brytyjczycy zagłosowali za tzw. Brexitem – wystąpieniem z Unii Europejskiej) czy na Węgrzech (antyimigracyjna i antyunijna polityka premiera Viktora Orbana). Przypuszcza się, że do władzy mógłby wówczas dojść Beppe Grillo, który wśród swoich głównych postulatów wymienia wyjście ze strefy euro.

2 komentarzy dla “Referendum dla żółtodziobów, czyli słów kilka o tym, czym żyją Włosi

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *