Sąsiedzka nienawiść. O kampanilizmie i konfliktach między włoskimi miastami.

Zagranicznym turystom wydaje się, że Włosi posiadają bardzo silną tożsamość narodową. I rzeczywiście jest w tym sporo prawdy, choć bardzo często włoska duma nie sięga dalej niż do granicy miasta, z którego się pochodzi. Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego na zadane po włosku pytanie: skąd jesteś (di dove sei?/ da dove vieni?), w odpowiedzi podaje się miasto, a nie kraj?

Ma to oczywiście związek z burzliwą historią wcale nie tak dawno zjednoczonej (od 1861 r.) Italii, w której przez wieki istniała silna rywalizacja między sąsiadującymi miejscowościami. Choć czasy najazdów i walk między komunami, republikami i księstwami na Półwyspie Apenińskim od dawna należą do przeszłości, zostały i wciąż mają się dobrze różne, nieraz bardzo silne uprzedzenia. Nienawiść między miastami (zwłaszcza tymi większymi) potęgują polityczne spory oraz sportowa rywalizacja (przede wszystkim w piłce nożnej).

Kampanilizm (Campanilismo)

Jedną z głównych przyczyn tej wrogości jest mocno zakorzeniony we Włochach lokalny patriotyzm, przeświadczenie o wyższości miasta, z którego się pochodzi, nad innymi oraz nadmierne przywiązanie do rodzimych ziem i miejscowych tradycji. To zjawisko nazwano kampanilizmem (campanilismo). Jego nazwa pochodzi od dzwonnicy (campanile), kluczowego obiektu w każdej miejscowości, wokół którego toczyło się życie.

Zdjęcie za: https://alessandrogirola.me/2015/11/04/moglie-e-buoi/

Znaczenie tego terminu dobrze oddaje anegdota o rywalizacji między dwiema sąsiadującymi ze sobą neapolitańskimi miejscowościami, San Gennaro Vesuviano oraz Palma Campania. Podobno w San Gennaro Vesuviano specjalnie nie umieszczono zegara na ścianie dzwonnicy skierowanej w stronę Palma Campania, aby mieszkańcy tego nieopodal położonego miasteczka nie mogli dostrzec godziny.

Kampanilizm ma przede wszystkim negatywne konotacje i – choć Włosi zdają sobie z tego sprawę – przywiązanie do tradycji, a więc także do kultywowanych od wieków uprzedzeń, jest dla nich wciąż (i to wcale nierzadko) ważniejsze.

Toskania, słoneczna kraina nienawiści

Międzymiejskie uprzedzenia najlepiej się mają w najbardziej turystycznym i najważniejszym bodaj regionie Włoch: w Toskanii. Na jej terenie leży wiele znaczących miast, które przez wieki walczyły ze sobą o lokalną hegemonię. Toskańska wrogość do sąsiadów ma podłoże polityczne, a jej początków można się doszukiwać już w średniowieczu. W XI – XIV w. w północnej Italii, a szczególnie na ziemiach toskańskich, trwał spór między stronnictwami carskim i papieskim, czyli między gibelinami i gwelfami.

Rody gwelfickie i gibelińskie w Asti. Fresk Ottavia Buassano

John Hooper w książce Włosi (tłum. Piotr Grzegorzewski i Marcin Wróbel) tak przedstawił ten konflikt:

„Poszczególne frakcje, ze swoim uzbrojeniem i potężnymi twierdzami, w sposób naturalny opowiadały się po którejś ze stron (…). W XII wieku przyjęło to formę rywalizacji między dwoma rodami niemieckich arystokratów, które ubiegały się o koronę carską: po jednej stronie znaleźli się Welfowie, po drugiej Hohenstaufowie ze swoim okrzykiem bitewnym Waiblingen! Kiedy kandydat Hohenstaufów objął władzę, przeciwnicy cesarstwa i stronnicy papiestwa (co nie zawsze znaczyło to samo) przyjęli zitalianizowaną nazwę guelfi. Ich przeciwnicy z kolei stali się znany jako gibellini (nazwa pochodziła od przekręconego okrzyku bitewnego Hohenstaufów. Cale miasta stawały za jednymi lub drugimi: Orvieto za gwelfami, podczas gdy oddalone od niego o zaledwie kilkadziesiąt kilometrów Todi – za gibelinami; za gwelfami była również Cremona, ale już leżąca w górę Padu Pawia – za gibelinami. Inne miasta, takie jak Parma na drugim brzegu Padu, opowiadały się raz za jedną, raz za druga stroną. Przez lata starcia między miastami należącymi do tych dwóch frakcji pochłonęły tysiące ofiar. W 1313 roku w Orvieto walki między stronnikami przeciwnych drużyn trwały cztery dni. Florencja (miasto gwelfów) i Siena (miasto gibelinów) walczyły ze sobą przez dziesięciolecia” (s. 223)

Spór między frakcjami oraz wewnątrz nich jest bogato udokumentowany we włoskiej literaturze, czego niejeden przykład znajdziemy choćby w Boskiej Komedii Dantego, który sam stał się ofiarą politycznych zawirowań. Za opowiedzenie się za gwelfami białymi (skłonnymi do kompromisu z gibelinami) został wygnany z Florencji i skazany na wieczną tułaczkę.

Przynależność do jednego ze stronnictw była tak istotnym faktem, że znalazła ona odzwierciedlenie we włoskiej heraldyce. W herbach rodów i miast wspierających gibelinów do dziś znajdziemy cesarskiego jedno lub dwugłowego orła na złotym polu (Capo dell’Imperio), zaś zwolennicy gwelfów umieszczali w błękitnym polu głowicy tarczy trzy złote lilie, a niekiedy ponad nimi także kołnierz turniejowy (Capo dAngiò).

Znienawidzona Pisa merda

Najbardziej znienawidzone w Toskanii wydaje się miasto Krzywej Wieży. Pisa merda – tak krzyczą do nas pomazane znaki drogowe oraz napisy na ścianach w różnych częściach regionu oraz poza jego granicami. W oczach Włochów pizańczycy nie jawią się jako najsympatyczniejsi rodacy. Są podobno ponurzy, zamknięci i do cna przesiąknięci duchem kampanilizmu.

Jeden z żartów dotyczących pizańczyków.

Pisa vs Lukka

Meglio un morto ‘n casa che un pisano all’uscio (lepszy nieboszczyk w domu niż pizańczyk w progu domu) – tak prawi toskańskie powiedzenie, które potwierdza ogólną antypatię do tego miasta. Narodziło się ono w Lukce (oddalonej od Pizy o zaledwie 20 km) w czasach republikańskich, gdy uzbrojone zgraje pizańskie napadały na swojego sąsiada zwykle pod osłoną nocy i łupiły go. W średniowieczu powiedzenie można było wiec traktować dosłownie. W Lukce mówi się jeszcze  far come i ladri di Pisa (być jak pizańscy złodzieje,  którzy w dzień się między sobą kłócą, a w nocy razem kradną).

Napis przy dworcu kolejowym w Lukce

Przed Pizą ostrzegał także Dante, zniesmaczony niegodnymi poczynaniami jej mieszkańców w stosunku do Lukki.

Piza vs Florencja

Spór między Pizą a Florencją ma związek z przynależnością miast do przeciwnych frakcji politycznych. Pierwsza była gibelińska, a zaś druga gwelficka. Choć to oczywiście nie jedyny powód wrogości. Jak wiadomo w XII wieku Florencja stała się centrum ekonomicznym Toskanii. Jej jedynym mankamentem był brak portu, który miała z kolei Piza. Aby korzystać z pizańskiej linii brzegowej Florencja musiała płacić daninę i to właśnie ten czynnik leży u podłoża konfliktu.

Mówi się, że spór pomiędzy tymi miastami przyczynił się także do powstania pane sciocco, słynnego toskańskiego chleba bez dodatku soli. Podobno ok. roku 1100 Piza postanowiła zaprzestać handlu solą z Florencją, w wyniku czego składnik ten stał się w mieście renesansu niemal niedostępny. Cwani Medyceusze postanowili jednak utrzeć nosa pizańczykom i stworzyć własny port. W Livorno.

Piza vs Livorno

Kto najbardziej nienawidzi Pizy? Oczywiście mieszkańcy Livorno. Konflikt na linii Piza – Livorno zaczął się wieki temu i trwa w najlepsze do dzisiaj, o czym świadczy sprzeczka z 2014 r. o stolicę administracyjną prowincji, w której znajdują się oba miasta. Dla pizańczyków oczywiste było, że tytuł ten należy się miastu Krzywej Wieży, o pięknej, światłej historii i rozwiniętej turystyce. Ostatecznie jednak zadecydowano, że pozycję tę zajmie Livorno, większe od Pizy zarówno pod względem liczby mieszkańców, jak i powierzchniowo, a do tego będące miastem portowym.

Jeden z licznych napisów Livorno merda w Pizie

Nienawiść między Pizą a Livorno ma bardzo głębokie korzenie. Zaczęła się, kiedy Republika Pizy była u schyłku swojej świetności, pokonana przez Genuę u wybrzeży Livorno – w bitwie pod Melorią (1284 r.). To tragiczne wydarzenie zapisało się w języku, do dziś istnieje pogardliwe powiedzenie „t’avessi ’n culo ti caerei alla Meloria” (gdybym miał Cię w dupie, obsrałbym Cię po Melorię). W tamtych czasach Livorno było tylko małą wioską rybaków, którą w IV wieku Piza postanowiła zresztą ufortyfikować, aby wesprzeć swój port. W V wieku, kiedy miasto Krzywej Wieży znajdowało się już w zasięgu Medyceuszy Genua – zachęcona sukcesami na wybrzeżu tyrreńskim, sprzedała Livorno i pizański port znienawidzonej Florencji. Dla mieszkańców Pizy był to cios poniżej pasa.

Płaskorzeźba n Krzywej Wieży przedstawiająca bitwę pod Melorią

Najgorsze miało jednak nastąpić. W XV wieku w wyniku szybko postępującego procesu zamulania zatoki, w której się znajdował się pizański port, oraz dzięki poparciu rodu Medyceuszy głównym portem Toskanii stało się Livorno. Od tamtej pory świetność republiki pizańskiej przeszła do historii. I tak właśnie mieszkańcy Pizy zamiast nienawidzić Genui, obrazili się na śmierć na Livorno, które skorzystało na nieszczęściu sąsiada.

Jednak pizańczycy wciąż pamiętają także o Genui

Pizańczycy uważają Livorno za rozpustne, niegodne, pozbawione charakteru i honoru, zamieszkałe przez napływającą, podejrzaną ludność o różnych korzeniach etnicznych. Rzeczywiście Ferdynand I Medyceusz, chcąc wzrostu liczby ludności tego miasta i utworzenia w nim portu, wydał tak zwane leggi livornine (prawa livornijskie). Jedno z nich oczyszczało osiedlających się tu winowajców z wszystkich popełnionych przewinień, co sprawiło, że do Livorno zaczęli napływać uciekinierzy z więzień i inni złoczyńcy

Rywalizacja między miastami rozgrywa się także na polu sportowym. Zarówno jedna, jak i druga strona, ma swoje drużyny w piłce nożnej, które walczą ze sobą na boisku. Obecnie drużyna Livorno jest w klasie B, Piza trochę niżej.

Nienawidząca Florencja

Najbardziej nienawidzącym miastem jest zaś Florencja, która prawie każdą toskańską miejscowość taktuje jak wroga. Włoska stolica renesansu nie tylko nie lubi się z Pizą, ale także z Lukką, Prato, Sieną. To właśnie ta ostatnia wzbudza we Florencji największy strach.

Spór miedzy tymi miastami był ściśle związany z konfliktem miedzy gwelfami i gibelinami i przyniósł w XIII wieku obu miastom tragiczne skutki. A wszystko zaczęło się od wygnania z Florencji gibelinów, którzy znaleźli schronienie i protekcję w Sienie. Oczywiście nie spodobało się to Florencji, która zebrała ponad 32 tysięczną armię gwelfów z okolicy i postanowiła zająć miasto wrogów. Siena, będąca w stanie wystawić do walki co najwyżej 12 tysięcy żołnierzy, postanowiła zmierzyć się z najeźdźcami na otwartym terenie i do tego w nocy. W 1260 r. Florentczycy, zupełnie zaskoczeni i wyrwani ze snu, ponieśli spektakularną porażkę w bitwie pod Montaperti. Tak o tym starciu napisał Dante: „Rzeź i ta zniewaga,/ Co Arbii dała fale rubinowe” (od krwi florenckich gwelfów) (Piekło, pieśń X, w. 85 – 86)

Bitwa pod Monaperti

Rozmiar tragedii, jaka miała tam miejsce, był tak ogromny, że żadna ze stron nie lubi o tym wspominać. Obu miastom pozostał niesmak i wrogość. We Florencji wciąż można usłyszeć: Siena, di tre cose tu sse’ piena: di torri, di campane e di figli di puttane (Sieno, wypełniają cię trzy rzeczy: wieże, dzwony i skurwysyny). Wyrafinowaniem nie popisują się też sieneńczycy, o czym świadczy ich podejście do tragicznej w skutkach powodzi we Florencji w 1966 roku. W tamtym czasie na murach miasta można było dostrzec napisy „Forza Arno!”.

Tym, co łączy te miasta, jest megalomania. Zarówno Florencja, jak i Siena są przekonane o byciu centrum wszechświata, a już na pewno o byciu najważniejszym miastem Włoch, patrzącym na inne z pogardą. To przecież u nich mówi się najpoprawniejszym włoskim. I tak też są odbierane przez mieszkańców Toskanii.

Za wrogość Florencji wobec sąsiadów mieszkańcy regionu odwdzięczają się w sporcie. Kiedy do grupy A nie udaje się wejść żadnej lokalnej drużynie toskańskie miejscowości zamiast Florencji i jej la Fiorentinie wolą kibicować AC Milan (w przypadku Lukki i Pistoi), Interowi (w Valdarno) lub Juventusowi (cała reszta).

Bolonia vs Modena

Rywalizacja i wrogość między miastami nie są tylko toskańską domeną. Spójrzmy na Bolonię i Modenę, które poza przesłankami historycznymi przejawiają wrogość wobec siebie także w sporcie, kuchni i motoryzacji.

Korzenie tej antypatii sięgają czasów średniowiecznych i także w tym przypadku dotyczą konfliktu między gibelinami i gwelfami. Modeńczycy wierzyli, że wsparcie cesarza zapewni im autonomię, zaś bolończycy liczyli na wsparcie militarne papiestwa w razie potrzeby.

O zmierzchłej historii konfliktu między miastami przypomina nam popularny Palazzo Re Enzo, stojący w samym centrum Bolonii. W 1249 roku miała miejsce słynna bitwa pod Fossolatą, w której 8000 gwelfickich żołnierzy prowadzonych przez Ottaviana degli Ubaldini pokonało ponad 15-tysięczną armię gibelinów, złożoną z mieszkańców Modeny i Cremony i prowadzonych przez króla Enza di Torres. Bolończycy nie tylko sprawili, że wróg zaczął uciekać, ale zdołali także schwytać króla Enza, syna cesarza Federyka II, i uwięzić go na całe życie w zamku. Stąd się właśnie wzięła nazwa tego budynku.

Palazzo Re Enzo, Pietro Zanarini, CC BY 2

Innym wydarzeniem, które miało podjudzić nienawiść miast, było krwawe starcie gwelfów i gibelinów pod Zappolino w 1325 roku, tym razem zwyciężone przez wojska z Modeną na czele. Bitwa została opisana w barokowym eposie Wiadro porwane Alessandra Tassoniego. Krążą legendy, że przyczyną tej potyczki było właśnie tytułowe wiadro. Ile w tym prawdy? Zapewne niewiele. Tak samo jak w przedstawianiu stron konfliktu w postaci miast, a nie frakcji politycznych – dowódca modeńskich gwelfów został zabity przez gibelina z Modeny.

Spór między Bolonią a Modeną odbywa się także na polu kulinarnym i dotyczy przede wszystkim tortellini. Krążą różne legendy na temat miejsca ich powstania. Większość optuje za Modeną, a najpopularniejsza podaje, że zostały wynalezione w miasteczku Castelfranco Emilia, które obecnie znajduje się w prowincji Modena, ale jest całkiem prawdopodobne, że w tamtych czasach należało do Bolonii.

Powodów do nienawiści zawsze znajdzie się więcej, a kolejny ma podłoże motoryzacyjne. Między Modeną a Bolonią powstały najbardziej prestiżowe domy motoryzacyjne na świecie (Ferrari, Lamborghini, Ducati). Ostatnimi czasy Maserati podaje, że ich firma ma korzenie modeńskie, co bardzo mija się z prawdą według bolończyków. Jej założyciele, Alfieri, Ettore i Ernesto Maserati byli bowiem bolończykami z krwi i kości, a siedziba firmy znajdowała się blisko centrum miasta. Dopiero w 1937 roku została sprzedana rodzinie Orsi i przeniosła się do Modeny.

Brescia vs Bergamo

Nienawiść dzieli także dwa piękne miasta lombardzkie: Bergamo i Brescię. Przyczyn, jak w każdym innym włoskim przypadku znajdzie się wiele, a do najważniejszych trzeba zaliczyć sport i oczywiście historię. Zacznijmy od piłki nożnej. Choć od dawna przepaść między Atlantą (drużyną Bergamo z klasy A) i Brescią (z klasy… C?) jest tak ogromna, że ciężko tu mówić o rywalizacji, to wcale nie przeszkadza zaciekłym mieszkańcom obu miast w kultywowaniu starych waśni. Poza uszczypliwościami na banerach kibiców czy napisami na znakach i murach, posunięto się o krok na przód: bergameńczycy wypuścili prawdziwą świnię w koszulce Brescii.

Także i w tym przypadku początek sporów należy wiązać z kampanilizmem. Spór sięga XII wieku i został spowodowany przez jednego mieszkańca Bresci. W 1126 roku niejaki Giovanni Brusati zdecydował się sprzedać swój dobytek, aby sfinansować krucjatę do Ziemi Świętej. Należące do niego posiadłości (zamki o strategicznym położeniu) wykupili bergameńczycy, jednak kuria bresciańska chciała ten zakup anulować, co z kolei spowodowało sprzeciw sąsiadów. Protesty trwały dziesięciolecia. Arbitrem w tej sprawie został sam Federico Barbarossa, który w 1154 roku nakazał zwrot terenów Brusatiego do Brescii.

Początkowo mieszkańcy Bergamo przystali na taki układ, ale po krótkim czasie miasto umieściło swe wojska na granicy z Brescią. W 1156 roku oficjalnie ogłoszono wojnę. Najpierw wojska Brescii przekroczyły granicę bergameńskie i przebiegle zaatakowały Bergamo o świcie, zastając odziały wroga we śnie. Bergamo poniosło ogromne straty: 2500 ofiar śmiertelnych, zburzenie zamku w Palosco oraz kradzież sztandaru św. Aleksandra. W wyniku porażki przegrane miasto zobowiązało się do zaprzestania roszczeń o ziemię Brusatiego.

Rozejm nie oznaczał jednak końca potyczek. Druga bitwa, jeszcze bardziej brutalna od pierwszej miała miejsce pod Legnano w 1176. Walczyła w nim Liga Lombardzka oraz cesarz Barbarossa, którego zwycięstwo miało zapowiadać rozejm między Bergamo i Brescią. Pokój trwał jednak tylko do 1191, kiedy to miała miejsce bitwa pod Rudiano, nazwana też della Malamorte. Za Bergamo opowiedziała się Cremona, zaś po stronie Brescii stanął Mediolan. Mieszkańcy Bergamo postanowili się zrewanżować za bitwę pod Palosco i tym razem to oni zaatakowali nocą. Gdy jednak zobaczyli zbliżające się wojsko – w rzeczywistości malutki oddział Brescii dowodzony przez niejakiego Biattę di Palazzo – wystraszyli się, że to wojsko Mediolanu (który na pole bitwy nigdy nie dotarło) i zaczęli uciekać w panice, zatapiając z przeciążenia swoje własne statki na rzece Oglio.

Amos Cassola, Bitwa pod Legnano

Jeszcze w tym samym roku nastąpił rozejm z polecenia Enrico VI, syna Barbarossy. Nakazał on zwrócić Bergamo zgrabione przez Brescię południowe ziemie Lago d’Iseo (Saranico, Moro, Caleppio) i oddać Brescii te leżące w dolinie Camonica (Volpino, Qualino i Ceratello).

Prawdziwy rewanż Bergamo nastąpił dopiero w XII wieku podczas walk między gwelfami a gibelinami w wyniku sukcesji tronu cesarskiego. Wtedy właśnie miasto stanęło po stronie Federyka II i odniosło zwycięstwo w bitwie pod Cortenuova w 1237, kiedy to cesarz starł się z miastami drugiej Ligi Lombardzkiej (w tym Brescii), wspieranej przez papiestwo.

***

Nie zdziwię się wcale, jeśli się okaże, że nie ma takiego miasta we Włoszech, które nie rywalizowałoby z innym. Włosi, choć są otwarci i sympatyczni, bardzo lubią sobie ponarzekać. A wiadomo, że na sąsiada narzeka się najlepiej. Takie konflikty, jak te przedstawione powyżej trudno zliczyć. Ciekawe są także te między Rzymem i Mediolanem (przez względy ekonomiczne), między Bari a Lecce (natury politycznej i sportowej), Neapolem i Salerno (przez względy polityczne i oczywiście sport), Ferrarą i Rovigo, Mantuą i Cremoną (wojna o musztardę). A może Wam znane są jakieś inne konflikty?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *