„Żona czy mąż?” – niebanalna komedia romantyczna

Już za kilka dni, 16 lutego do polskich kin trafi kolejna włoska produkcja. Tym razem będzie to Żona czy mąż? (Moglie e marito) w reżyserii Simone Godano, z Kasią Smutniak i Pierfranceskiem Favinim w rolach głównych. A wszystko dzięki dyrtrybutorowi filmowemu Spectator, dzięki któremu całkiem niedawno mogliśmy też obejrzeć Italian Race .

Przyznam szczerze, że pomimo dużego szacunku do twórców tego filmu (poza wymieninym już reżyserem, dla którego jest to pełnometrażowy debiut, pracowali także nad nim Matteo Rovere i Roberto Sessa w roli producentów, operator Michele d’Attanasio, montażysta Davide Vizzini) szłam na przedpremierowy pokaz tego filmu z lekkimi obawami. Owszem, kocham kino europejskie, a już szczególnie włoskie, lecz… rzadko kiedy miłość ta obejmuje komedie romantyczne. Powiedzmy sobie szczerze  –  poza nielicznymi wyjątkami, ciężko jest trafić na film z tego gatunku, w której akcja byłaby jakkolwiek spójna (i nie do bólu przewidywalna), gra aktorska trzymałaby poziom, żarty naprawdę śmieszyły, a widz wychodziłby z kina z jakąś nową refleksją, a nie jedynie poczuciem, że odbębnił dość nużący obowiązek. Kiedy więc zobaczyłam, że nowy film z Kasią Smutniak reklamowany jest jako propozycja na walentynki… mina mi nieco zrzedła. „Ach, więc to tego typu film…” – pomyślałam.

Po obejrzeniu Żona czy mąż? spieszę Wam donieść, że nie, to nie tego typu film. Całe szczęście! Włoskie kino, które ostatnio serwuje nam naprawdę sporo ciekawych pozycji, i tym razem nie zawiodło.

Sofia (Kasia Smutniak) i jej mąż Andrea (Pierfrancesco Favino) są parą, jakich wiele. Kiedy ich poznajemy, odbywają właśnie pierwszą wizytę u terapeuty. Ich małżeństwo po latach przeżywa kryzys. Oboje pędzą za karierą, nie znajdując u partnera wsparcia ani wyrozumiałości. Nie rozumieją się nawzajem, nie pociągają tak, jak kiedyś, nie potrafią już ze sobą rozmawiać. Okazuje się, że ich wyobrażenia o przyszłości są coraz bardziej rozbieżne. Sofia właśnie dostała ogromną zawodową szansę w telewizji i lada dzień zacznie prowadzić program na żywo, podczas gdy wielki projekt naukowy Andrei, zdolnego neurochirurga, nie rokuje tak dobrze, jak powinien, mimo włożonego ogromu pracy, pieniędzy, i poświęconego czasu.

Wszystkie wolne chwile małżonkowie starają się poświęcać dwójce dzieci. Na pracę nad związkiem nie starcza im już czasu, a problemy tylko się nawarstwiają. Gdy wydaje się, że nie ma już przed nimi wspólnej przyszłości, dochodzi do pewnego wypadku z udziałem maszyny, nad którą pracuje Andrea. Żona i mąż zamieniają się ciałami. Czy zobaczą, jak to jest być przeciwnej płci? Czy zrozumieją wreszcie wyzwania, przed jakimi stanie to drugie? Czy nauczą się kochać na nowo? Tego możecie się tylko domyślać, lecz, o dziwo, akcja nie jest wcale tak przewidywalna, jak można by było początkowo sądzić. Oczywiście, nie brakuje tu „zbiegów okoliczności” czy zwrotów akcji, które zdecydowanie częściej pojawiają się w kinematografii niż w prawdziwym życiu, ale muszę przyznać, że nie miałam poczucia, że wiem, co się za chwilę wydarzy.

Należy więc docenić twórczynie scenariusza: Carmen Roberta Danze, Giulia Louise Steigerwalt. Jak przekonuje reżyser, on sam i producenci od razu zakochali się w tekście, w którym „było miejsce na odskocznię od zwyczajności, powaga zaś doskonale była równoważona przez dowcip. Producenci ciągle szukają takich opowieści, a tak rzadko je dostają”. I muszę przyznać, że ta odskocznia od zwyczajności i mi przypadła do serca.

Niewątpliwą zaletą filmu Żona czy mąż? są nienachalne, ale zabawne żarty. O poziomie komedii świadczy z pewnością to, że na sali kinowej przez cały seans rozbrzmiewały ze wszystkich stron głośne salwy śmiechu. I jest to, przy całym moim umiłowaniu do Ameryki, europejskie poczucie humoru, którego tak brakuje w kinach. Mało który żart powiedziany jest wprost, humor sprowadza się do sytuacji, mimiki czy drobnych gestów bohaterów, szczegółów, które z chęcią się wyłapuje jako smaczki. Dzięki temu widz nie tylko śmieje się w odpowiednich momentach, ale pozostaje w niezmiennie dobrym humorze i nigdy się nie nudzi. A o to przecież chodzi w komedii – ma być dla nas przyjemnością i rozrywką.

Żarty straciłyby dużo na wartości, gdyby nie bardzo dobra gra aktorska. A aktorzy się spisali, choć, muszę uczciwie przyznać, że nasza rodaczka, ceniona wśród widzów i reżyserów Kasia Smutniak wypadła nieco gorzej niż jej ekranowy partner. Ale też postawił on poprzeczkę naprawdę wysoko!

Favino, który ma na koncie sporo znanych filmów, a także kilka amerykańskich produkcji (polscy widzowie mogą go znać z Opowieści z Narni, Aniołów i demonów czy Wyścigu, a włoscy choćby z tegorocznego festiwalu w San Remo), wypadł świetnie. Podczas gdy Kasia była bardzo dobrą kobietą i momentami nieco zbyt przerysowanym mężczyzną (ciężko nam się dziwić – dla wielu jest przecież wzorem kobiecości), Favino rewelacyjnie wyłapał drobne gesty, mimikę, postawę czy intonację stereotypowej (to słowo klucz) kobiety. Brawa dla tego pana! Na mnie zrobił wrażenie i wiem już, że będę wyczekiwać kolejnych produkcji z jego udziałem.

Momentami zastanawiało mnie to, jak stereotypowo ukazani byli mąż i żona. Staram się unikać szufladkowania zachowań na typowo męskie i typowo kobiece, bo ta kwalifikacja coraz rzadziej sprawdza się w społeczeństwie. Nie mam jednak nic do zarzucenia autorom filmu. Po pierwsze w komedii Żona czy mąż? było to uzasadnione ze względu na akcję, a po drugie – wykonane z wyczuciem i przy dużej dawce dobrego humoru. Chociaż więc częściowo powielano tam wzorce, jednocześnie uczono pewnego rodzaju empatii i wyrozumiałości wobec drugiego człowieka. I tak oto Sofi mogła wreszcie zrozumieć, pod jak dużą presją żyje jej mąż i jak inna jest jego relacja z dziećmi, a Andrea miał szansę ocenić, z jakimi problemami zmaga się kobieta, z którą dzieli życie.  Och, taka zamiana w niejednym małżeństwie by się przydała!

Choć temat zdaje się już nieco oklepany, Żona czy mąż? ma jednak w sobie to „coś”, co wyróżnia go na tle podobnych filmów. Może to gra aktorska, może dobry humor, a może też fakt, że nie jest oczywisty. Dzięki temu naprawdę skłania do refleksji, czy wkładamy w nasze związki tyle pracy, ile obiecywaliśmy sobie na początku, czy wystarczająco dbamy o naszych bliskich i czy w prozie codziennego życia nie zatracamy może tego, co jest dla nas najważniejsze.

Na dodatek całość osadzona jest w pięknych włoskich realiach urokliwe uliczki, zielone parki i słoneczne podwórza przynajmniej u mnie wywołują szybsze bicie serca i sprawiają, że z filmem czuję się jeszcze bardziej związana.

Jeśli jesteście tym typem ludzi, który na walentynki chodzi do kina, to Żona czy mąż? może się okazać świetnym wyborem. Romantyczny, zabawny i tak bardzo włoski film jest moim zdaniem naprawdę dobrą komedią romantyczną, a zapewniam, że rzadko kiedy z moich ust padają takie słowa. Jeśli jednak nie przepadacie za taką formą spędzania walentynek (albo wprost nie uznajecie tego święta), to nic straconego. Nie jest to pozycja jedynie dla zakochanych i równie dobrze sprawdzi się każdego innego dnia podczas wyjścia ze znajomymi, popołudnia z rodziną czy też samotnego wieczoru. Dobry humor i brak nudy gwarantowane!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *