Włoska wakacyjna lektura dla italofilia: „Ostatnie lato w mieście” Gianfranca Caligaricha

Letni Rzym przełomu lat 60-tych i 70-tych. Gorące, parne, tłoczne, ale też dekadenckie miasto. Gwar ulicy, szum silników skuterów, głośnych rozmów w barach. Zapach kwitnących drzew, świeżo parzonej kawy, spalin, nagrzanego bruku. A w środku tego wszystkiego dwoje młodych zagubionych ludzi, poszukujących swojego miejsca na ziemi, pełnych buntu i niezgody na niedoskonałość życia. To nowość od Wydawnictwa Czarnego – powieść Ostatnie lato w mieście (L’ultima estate in città) Gianfranca Caligaricha.

Książka ukazała się na polskim rynku z 50-letnim opóźnieniem w stosunku do włoskiego oryginału, którego pierwsze wydanie miało miejsce w 1973 roku. Chociaż o jej publikację w Garzantim zabiegali sami Natalia Ginzburg i Cesare Garboli, a powieść bardzo przypadła czytelnikom do gustu, jej nakład szybko się wyczerpał i zniknęła z rynku na niemal czterdzieści lat. Wznowienie Ostatniego lata w mieście ukazało się w 2010 roku dzięki wydawcy Aragno, ale ponownie – mimo ciepłego przyjęcia krytyki, Caligarich nie doczekał się należnej mu sławy.

Przełom nastąpił w 2016 roku, kiedy prawa do książki wykupiło wydawnictwo Bompiani i trzeciemu już wydaniu zapewniło słuszny rozgłos. Ostatnie lato w mieście stało się włoskim bestsellerem i zostało przetłumaczone na ponad 20 języków. Dziś, równo pół wieku od pierwszej publikacji powieści na włoskim rynku, dzięki Wydawnictwu Czarnemu po lekturę w świetnym tłumaczeniu Katarzyny Skórskiej wreszcie może sięgnąć także polski czytelnik. A jeśli czytelnik jest przy okazji italofilem, to zanurzyć się w tej opowieści nie tylko może, ale wręcz powinien, bo jest to dawka włoskiej literatury na najwyższym poziomie, nie do przegapienia!

Klimat a la’ Moravia

W opisie książki wydawca wskazuje, że odnajdziemy tu klimat nie tylko typowy dla Moravii, Pavesego, lecz także dla mistrzów włoskiego kina. Rzym z Ostatniego lata w mieście jest bowiem tym samym miejscem, które widzimy w scenach Wielkiego piękna Paola Sorrentina. Powoływanie się na znane nazwiska to częsty zabieg marketingowy w tym przypadku jednak bardzo trafiony i w pełni uzasadniony.

Moravia potrafił stworzyć niepowtarzalną atmosferę, tak bardzo rzymską, ciężką niczym włoskie letnie powietrze, oblepiającą czytelnika i niewypuszczającą go ze swoich objęć, dopóki nie skończy lektury. Książki Moravii pochłania się wszystkimi zmysłami, jakby przenosiły czytelnika do innego świata. Jak się okazuje, ten sam dar ma Caligarich, dlatego Ostatnie lato w mieście to wprost idealna lektura na wakacje zarówno dla tych, którzy wyjeżdżają na urlop i chcą się zrelaksować przy dobrej, przyjemnej literaturze z wyższej półki, jak i dla tych, którzy zostają w domu, gdyż dzięki powieści mogą się bez problemu przenieść wszystkimi zmysłami na rzymskie ulice. Autor nie stawia na wartką akcję czy przydługie opisy, ale właśnie na klimat, który czyni z książki prawdziwą literacką perełkę.

Leo Gazzara, rozterki życiowe i Wieczne Miasto

Głównym bohaterem Ostatniego lata w mieście jest 30-letni Leo Gazzara, pochodzący z północy dziennikarz bez pomysłu na życie. Wydaje ostatnie pieniądze, przepija większość nieregularnej wypłaty, nie stawia się w załatwionej po znajomości pracy, obraca się w towarzystwie majętnych i często zepsutych znajomych. Jednocześnie marzy o tym, że kiedyś uda mu się wszystko naprostować i odnaleźć sens.

Przełomem w jego życiu okazuje się przypadkowe spotkanie z piękną Arianną – nieco kapryśną, eteryczną, ale też przeraźliwie samotną dziewczyną, która także nie jest w stanie wziąć odpowiedzialności za swój los. W pewnym sensie to historia miłosna jakich wiele. W rzeczywistości jednak Ostatnie lato w mieście jest powieścią wielowymiarową, w której romans to zaledwie jeden z poziomów.

Równie ważna zdaje się tu relacja głównego bohatera z miastem, wiecznym Rzymem, zobojętniałym na tragedie mieszkańców, a jednocześnie oferującym schronienie wszystkim zagubionym. W Rzymie Caligaricha trafimy na tłumy turystów, urocze bary, nieokiełznane imprezy (nie można myślami uciec od Sorrentina, prawda?), ale też samotne jednostki. Można tu dostrzec uniwersalność emocjonalnych stanów przeżywanych od pokoleń we włoskiej stolicy.

Karuzela emocji i doznań

W tej krótkiej powieści jest dosłownie wszystko – odwołania do klasycznych dzieł literackich, wielka, choć nieoczywista miłość, rozczarowanie światem, wolność ściśle powiązana z samotnością, próżniactwo, kosztowne podmiejskie wille i ubogie mieszkanka skryte w centrum tej metropolii, klasowość i trudna relacja z miastem, chwile szczęścia i rozpaczy. Książka uderza w najczulsze punkty czytelnika, budzi tkliwość, nostalgię i tęsknotę, chociaż ciężko do końca określić za czym – być może trochę za Rzymem, trochę za młodością, a trochę za ideałami.

Ostatnie lato w mieście ma w sobie tę delikatność i magię, którą docenią italofile lubujący się w takiej subtelności. Odnajdziemy tu sensualność, wyjątkowy klimat i opisy, które przenoszą nas do Włoch, z ich zapachami, smakami, odgłosami ulicy, ciepłym, parnym powietrzem. W opowieści jest mało akcji, dużo niedopowiedzeń, a najwięcej emocji. Na myśl przywodzi mi nie tylko wielkie włoskie powieści, ale też film Tamte dni, tamte noce Luki Guadagnina, bo rozbudza w czytelniku podobne uczucia – pewną melancholię, słodycz włoskiego lata, ale i gorycze związane z trudami dorastania.

Ponadczasowość powieści

W recenzjach Ostatniego lata w mieście spotykam się często ze stwierdzeniem, że o wartości tej książki najlepiej świadczy fakt, że zupełnie się nie zestarzała. Jeśli chodzi o styl życia bohaterów, jest ona jednak bardzo odległa od naszej współczesności. Młodzi ludzie z ubogich rodzin nie mogą już sobie pozwolić na bycie takimi lekkoduchami i na taki próżniaczy tryb życia jak bohaterowie – rzeczywistość kompletnie się zmieniła. Dla mnie jako literackiej sentymentalistki ma to jednak niewątpliwy urok. Powieść przenosi nas w czasy minione, które, niczym u Libery, wydają się zawsze lepsze i niemożliwe do powtórzenia. Jednocześnie muszę przyznać, że rozczarowanie światem, niezgoda na przeciętność, dojmująca pustka samotności i bezsensu, marzenie o wielkim uczuciu i ogromny strach przed nim, poszukiwanie ideałów i poczucie rozerwania między oczekiwaniami świata a własnymi pragnieniami – wszystko to pozostaje aktualne, uniwersalne dla wszystkich pokoleń. Prawdy przedstawione w powieści nie zestarzały się i myślę, że poruszą niejednego czytelnika.

Czy warto?

Zachęcam Was serdecznie do sięgnięcia po Ostatnie lato w mieście. Jest to bowiem jedna z tych książek, które na długo w nas pozostają. Nawet kiedy po latach nie pamiętamy już fabuły, wciąż żywe są wspomnienia emocji towarzyszących nam podczas lektury. Na dodatek to naprawdę idealna książka na lato, nawet jeśli aktualnie nie możemy go spędzić w upalnym Rzymie. Wszystkich zainteresowanych przestrzegam jednak – po tej powieści długo włóczyłam się po cukierenkach w poszukiwaniu idealnych proustowskich magdalenek. Jeśli więc chcecie być naprawdę gotowi do lektury, przygotujcie wcześniej zapas tych pięknych ciasteczek, bo Ostatnie lato w mieście faktycznie działa na wszystkie zmysły, w tym także zmysł smaku!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.