Nie tyle w polskich mediach, co w polskim Internecie, a szczególnie w komentarzach pod zdjęciami i postami, czytam: „Wychodźcie dalej z domów, a skończymy jak Włosi”; „Włosi się bawili i popatrzcie, co mają”. Ludzie wysyłają sobie jakieś przerażające łańcuszki o tym, że „we Włoszech nie ma rodziny bez ofiar”; „Nikt o tym nie mówi, ale młodzi umierają”, o godzinie policyjnej, o jakichś specjalnych pozwoleniach na wyjście z domu. Jest też to, co denerwuje mnie najbardziej, czyli o Włochach jako o dzikim i głupim narodzie, który w obliczu światowej pandemii nie potrafi sobie odmówić wyjścia na pizzę, a na powitanie musi się koniecznie wycałować w policzki.
Czasem widzę wręcz poczucie wyższości, mniej więcej podobnego kalibru, co w wypowiedzi brytyjskiego lekarza, który stwierdził, że Włosi zarządzili ogólnokrajową kwarantannę dlatego, że są leniwi i nie chce im się chodzić do pracy (pisał o tym m.in. „The Independent”). Widać w tym pewną próbę samoobrony – wystarczy przestrzegać reguł, żeby było dobrze. Jako naród umiemy przestrzegać reguł, więc będzie dobrze. Niewątpliwie środki ostrożności, o których informują nas rządy i naukowcy, są ważne. Niewątpliwie część mieszkańców Włoch ich nie przestrzegała i nie przestrzega. Chciałabym jednak dziś przedstawić nieco inną perspektywę dotyczącą tej epidemii we Włoszech.

KRAJ BEZ ZASAD?
Wiele mówi się o tym, że Włosi nie przestrzegają reguł, ale warto dodać, że przez dosyć długi czas nie wiadomo było dokładnie, co to za reguły. Na początku na poziomie regionalnym wprowadzane zarządzenia były dość chaotyczne, na przykład w Bolonii jeszcze w lutym odwołano lekcje w szkołach, zamknięto muzea, ale pozostały otwarte na przykład biblioteki, nie wspominając nawet o centrach handlowych czy innych sklepach (w których oczywiście gromadziły się tłumy). W niektórych miejscach dość przypadkowo zakazano poruszania się na rowerach. Słynny dekret z 8 marca, dotyczący zakazu gromadzenia się, nie mówił tak naprawdę nic o zakazie wychodzenia czy przemieszcania się. Użyto w nim raczej nieprecyzyjnych wyrażeń takich jak „evitare ogni spostamento” (unikać przemieszczania się). Osobom mającym gorączkę lub inne objawy mogące wskazywać na koronawirus „è fortemente raccomandato” (zaleca się) zostanie w domu.
Warto zauważyć, że dekret nie wspomina nic o zamykaniu miejsc pracy, czy też o możliwości pracy zdalnej – doradza za to wysyłanie pracowników na… przymusowe urlopy. Nie ma mowy też o zamknięciu miejsc takich jak na przykład centra handlowe, a jedynie o potrzebie zachowania odpowiedniej odległości między klientami (można się zastanowić, dlaczego zezwolono na otwarcie obiektów handlowych, a pozamykano na przykład muzea i biblioteki). We Włoszech mnóstwo osób pracuje na umowach śmieciowych. Ci pracownicy nie mieli żadnej możliwości pójścia na urlop w czasie epidemii czy wzięcia płatnego zwolnienia lekarskiego.

W momencie opublikowania dekretu z 8 marca we Włoszech było już ponad 9 tysięcy zarażeń. Trudno winić charakter narodowy Włochów za tak późną reakcję władz, do tego nastawioną bardziej na chronienie handlu niż chronienie przed zakażeniem – przypomnijmy, że w tamtym momencie wciąż mogły być otwarte sklepy, a większość osób przemieszczała się, aby dotrzeć do pracy.
Drugi dekret dotyczący ochrony przed koronawirusem pojawił się niedawno i dotyczy zawieszenia wszelkiego rodzaju działalności handlowej i produkcyjnej, poza tą niezbędną. Jak się jednak okazuje, w wykazie niezbędnych działalności znalazła się większość typów fabryk, ale też na przykład… call centers.
W momencie, w którym piszę ten tekst, w życie wchodzi nowy dekret. Zakłada on możliwość (podkreślmy: możliwość) przedłużenia obecnych ograniczeń prawnych do 31 lipca, przewiduje również wyższe grzywny (nawet do 3000 euro) za niestosowanie się do obostrzeń.

OPIEKA ZDROWOTNA
Trudno winić Włochów za kształt tych aktów prawnych. A co ze stanem włoskiej medycyny? Czy Włosi umierają, bo ich opieka zdrowotna jest na złym poziomie, niedofinansowana, zdezorganizowana?
W pewnym sensie jest odwrotnie. Według statystyk przeciętny Polak (mężczyzna) żyje około 74 lat, a przeciętny Włoch około 81 lat. Byłoby naiwnym zakładać, że o tyle dłuższa przeciętna długość życia wynika tylko ze zdrowej diety, słońca i uśmiechu. Włoski system zdrowotny, mimo problemów, z którymi się boryka (a o których poniżej), wciąż działa dosyć dobrze. Włosi mają więcej lekarzy na liczbę mieszkańców niż przeciętny Europejczyk oraz średnio większe szanse na wyjście z nowotworu. Mniejszy w porównaniu do średniej europejskiej jest także odsetek osób zmarłych na uleczalne choroby. Niestety koronawirus najmocniej atakuje osoby starsze, których w Italii jest więcej niż w innych krajach europejskich.
Jednym z problemów włoskiej służby zdrowia, o którym zaczęto coraz więcej mówić przy okazji pandemii, jest brak łóżek na oddziałach intensywnej terapii. To rezultat między innymi przeprowadzonej w latach 90. reformy systemu zdrowotnego, zakładającej konkurencję miedzy poszczególnymi szpitalami – co doprowadziło do zamknięcia czy też reorganizacji wielu z nich. Włochy też nie zdecydowały się na radykalny (zdaniem niektórych) krok Hiszpanii, czyli przejęcie kontroli nad prywatnymi szpitalami (choć zdarzało się, że włoscy chorzy byli przenoszeni do prywatnych szpitali, aby odciążyć te publiczne).
Oczywiście wielu Włochów nie przestrzegało zasad społecznej kwarantanny. Jednak warto zaznaczyć, że mnóstwo osób jeszcze do niedawna musiało chodzić do pracy, co poniektórzy wciąż jeszcze muszą to robić, a brak miejsc w szpitalach z pewnością nie jest spowodowany tym, że za dużo osób urządzało sobie przechadzki po parku.

UWAGA NA FAKE NEWSY
Chciałabym też zdementować kilka krążących w Internecie pogłosek i półprawd:
- we Włoszech nie ma godziny policyjnej. Są ograniczenia w przemieszczaniu się, ale nie godzinowe.
- nie ma nakazu noszenia maseczki ani rękawiczek, zresztą, podobnie jak w całej Europie, we Włoszech ich brakuje.
- nieprawdziwe są pogłoski o wysokiej śmiertelności wśród młodych ludzi: do tej pory na koronawirusa zmarło 5 osób poniżej 40. roku życia.
- nie trzeba mieć specjalnego pozwolenia na wyjście z domu; powinno się mieć „autocertyfikat”, czyli samodzielnie wypełniony i podpisany dokument, w którym uzasadnia się powód przemieszczania się, jeśli się go nie ma, należy go wypełnić podczas ewentualnej kontroli policji.

Temat, na który nie chcę się wypowiadać, chociaż jest bardzo ważny i przykry, to brak respiratorów w Lombardii i, co za tym idzie, tragiczna konieczność wybierania osób, które mają większe szanse na przeżycie: nie znalazłam rzetelnych danych o tym, jak często to się do tej pory zdarzyło.
Proszę Was, weryfikujcie informacje, szczególnie te zasłyszane od znajomych, którzy mają znajomych we Włoszech i zastanówcie się, zanim wyrazicie krzywdzącą dla innych opinię. Czy warto czytać i lajkować kolejny komentarz mówiący o tym, że Włosi z natury mają bałagan, więc nic dziwnego, że epidemia przebiega w ten sposób? Może warto raczej zastanowić się nad przyczynami bałaganu?
Nikt nie jest w stanie przewidzieć, jak przebiegałaby sytuacja w innych krajach europejskich, gdyby to do nich dotarł wirus jako pierwszy. Najprawdopodobniej wszędzie byłoby tak samo źle. Każdy kraj przez jakiś czas bagatelizował epidemię i to właśnie sytuacja we Włoszech uświadomiła nam, z jak ogromnym niebezpieczeństwem przyjdzie nam się zmierzyć.
> Jest też to, co denerwuje mnie najbardziej, czyli o Włochach jako o dzikim i głupim narodzie…
W ogóle tak tego nie odbieram, a jestem jedną z tych osób, które często posługują się „argumentem włoskim” w dyskusji o naszej narodowej kwarantannie. Nie to jest wtedy moją intencją i nigdy nie wyczułam żadnej nutki pogardy u innych. Gesty solidarności z Włochami też przeczą takiemu przekonaniu.
Dlaczego więc tak chętnie wspominamy Włochów? Po prostu są nam bliżsi niż egzotyczne Chiny; każdy z nas był we Włoszech na wakacjach lub na Erasmusie; Rzym oglądamy co tydzień o 12:00 w TV i nie są to obrazki, które teraz widujemy w programach informacyjnych. Coś oswojonego ma większą moc perswazji, nie brałabym więc tego do siebie w ten sposób.
PS A Brytyjczycy traktują z pogardą całą Europę kontynentalną, więc komentarz The Independent nie powinien szokować.
Fajny i madry artykul. Brawo Dziewczyny!
Mam uraz do Włoskich mężczyzn, ale to moje personalne uprzedzenie i wynik niefortunnych znajomosci 😀 wlosi mają ciezka sytuacje i żaden brak sympatii nie usprawiedliwia wypowiedzi że „są sobie winni”.
Bardzo ciekawy tekst, nieczęsto zdarza mi sie przeczytać wpis z bloga od A do B. Gratuluje 🙂