Zawsze lubiłam silne kobiety – płynące na przekór historii, zmieniające świat, udowadniające sobie i innym, że potrafią to samo, a czasem nawet więcej niż mężczyźni. Regularnie czytam biografie takich wielkich kobiet, ich dzieła, analizy wpływu społecznego, jaki wywarły. Nigdy wcześniej nie trafiłam jednak na Trotę z Salerno. Kiedy ostatnio przeczytałam o niej po raz pierwszy, nie mogłam uwierzyć, że przegapiłam tak ciekawą postać, zwaną (już po śmierci) najmądrzejszą niewiastą na świecie. Natychmiast zaczęłam czytać wszystkie dostępne artykuły, publikacje naukowe, a nawet prace dyplomowe poświęcone Trocie (z pewnością zadanie ułatwił mi fakt, że nie było ich dużo…).
Dzisiejszy artykuł stanowi kondensację tej wiedzy, bo chciałabym, żebyście i Wy lepiej poznały i poznali pierwszą ginekolożkę w historii. Na wstępie pragnę jednak zaznaczyć, że rzetelnych tekstów na temat Troty jest niewiele i bardzo często zawierają one nieaktualne już dane (przypuszczenia obalone potem przez historyków) albo są sprzeczne wobec siebie. Gdzie tylko się dało, starałam się to zaznaczać albo przedstawiać obie tezy.
Trota z Salerno (zwana czasem Trutolą de Ruggiero, z tej bowiem rodziny miała pochodzić, jednak nie jest to pewne to średniowieczna lekarka, która jako pierwsza poświęciła się ginekologii. Według niektórych źródeł była też pierwszą profesorką medycyny (a więc uczoną najwyższego stopnia). Część jej tez dziś może budzić tylko śmiech, jednak z pewnością była niezwykle nowoczesna jak na swoje czasy, a do wielu z jej poglądów medycyna powróciła po latach i dziś uznajemy je za oczywistości.
Działalność Troty przypada na XII wiek. Przyjmuje się, że pochodziła z zamożnej rodziny, inaczej z pewnością nie mogłaby sobie pozwolić na studia w pierwszej na świecie szkole medycznej – Schola Medica Salernitana (obowiązywała wówczas łacińska nazwa). Swoistym novum jak na nauczanie tamtych czasów był właśnie fakt, że w Salerno na równi z mężczyznami do nauki dopuszczano kobiety (co było zakazane w niemal całej ówczesnej Europie).
Historyk John F. Benton specjalizujący się w tekstach Troty twierdzi jednak, że Trota najprawdopodobniej nie ukończyła studiów, zamiast nauki zajmując się już praktyką lekarską. Nie ma za to wątpliwości, że edukację medyczną przynajmniej zaczęła, czego dowodzi jej specjalistyczny język i rozległa wiedza medyczna.
Trota vs. Trotula
Niestety niewiele wiemy o wychowaniu i pochodzeniu Troty ani o tym, jak potoczyło się jej życie. Niektóre źródła podają, że urodziła się około 1050 roku, a zmarła w wieku 47 lat oraz że poślubiła lekarza Joannesa Plateariusa, brak jednak jakichkolwiek dowodów, a niektórzy historycy twierdzą nawet, że Joannes był jej synem, a nie mężem.
Prawdopodobnie nigdy nie poznamy prawdy. Możemy bazować jedynie na tym, co przekazywała w swoich tekstach medycznych, wśród których największą bodaj popularnością cieszył się zbiór znany pod nazwą Trotula. Jest to średniowieczne dzieło z dziedziny medycyny kobiet, na które składają się trzy utwory: Liber de sinthomatibus mulierum [Książka o schorzeniach kobiecych], De curis mulierum [O leczeniu kobiet] oraz De ornatu mulierum [O kosmetykach dla kobiet].

Bardzo długo całą Trotulę przypisywano Trocie (co wiązało się m.in. z podobnym brzmieniem imienia lekarki i tytułu zbioru). Po latach uznano, że Trota (bądź Trotus, bo swego czasu brano ją też za mężczyznę) w rzeczywistości była autorką jedynie drugiego tekstu (krążącego też po Europie jako osobna praca). Należy tu jednak zaznaczyć, że De curis mulierum przedstawia Trotę w trzeciej osobie, stąd też uważano, że ktoś mógł spisywać jej metody i nauki (aczkolwiek możliwe, że podczas tworzenia kolejnych manuskryptów skrybowie dodawali co nieco od siebie i zmieniali oryginalny tekst, co skutkowało też zmianą narratora). Niektórzy badacze sugerują, że tekst został sporządzony dla mieszkańców Anglii, będących również pod panowaniem Normanów, w celu wymiany dobrych praktyk medycznych. Dziś jednak zdania są mocno podzielone, a Benton dowodzi, że wszystkie trzy teksty zostały spisane przez mężczyzn, choć faktycznie duża ich część, a zwłaszcza drugi rozdział, opierały się na teoriach Troty i są zbiorem jej myśli medycznych.
O tym, że tytuł Trotula nie jest po prostu kopią imienia autorki (jak twierdzili niektórzy historycy) świadczy między innymi fakt, że według historyków nikt się tak wówczas nie nazywał w tym kręgu kulturowym. Trota zaś było stosunkowo popularnym imieniem żeńskim w okolicach Salerno. Współcześni badacze przeanalizowali też język Trotuli, po czym rozpoznali, że każdy tekst musiał mieć innego twórcę. W wielu, zwłaszcza włosko- i anglojęzycznych tekstach, imiona Trota i Trotula pojawiają się jednak wymiennie.
Pierwsza ginekolożka
Trotula bardzo szybko obiegła Europę zachodnią, wyznaczając zupełnie nowe standardy leczenia i wyjaśniając niektóre zjawiska fizjologiczne w sposób kompletnie odmienny od obowiązujących tez. Dziś uważa się, że Trota jako kobieta chciała jak najbardziej uświadamiać mężczyzn zajmujących się medycyną na temat kobiecych potrzeb, obaw, ale też problemów, z jakimi ze względu na budowę anatomiczną muszą się zmagać kobiety.
Aby lepiej zrozumieć tę postać, musimy uwzględnić, że medycyna oraz wszelkie sprawy związane z położnictwem czy zdrowiem kobiet były niemal całkowicie zarezerwowane dla mężczyzn. Istniały co prawda akuszerki, jednak nie zachowała się żadna wzmianka, by którakolwiek z nich miała medyczne wykształcenie. Co więcej, wiedza akuszerek nigdy nie została spisana i nie wiemy, na czym bazowała, wziąwszy pod uwagę, że panowało wówczas powszechne przekonanie, że w ciele kobiety żyje jakiś sekretny duch, a jedną z częstych diagnoz była „wędrująca macica”, która miała atakować inne organy. Jak już wspomniano, w zdecydowanej większości szkół kobiety nie były nawet dopuszczane do nauki, dlatego pojedyncze jednostki, które chciały się kształcić na południu Włoch i Hiszpanii, często traktowało się w innych regionach jak szarlatanki.
Uważano, że mężczyzna ze swoim analitycznym umysłem jest w stanie dużo lepiej pojąć kobiece zdrowie i nawet budowę anatomiczną (tu warto wspomnieć, że byli mało skuteczni, bo odkrycie łechtaczki datowane jest dopiero na XV wiek i przypisywane zresztą dwóm Włochom – nadal trwają spory o to, który jako pierwszy zaczął badać clitoris – Realdzie Colombowi i Gabrielemu Falloppiowi). W rozumieniu swoich przypadłości, budowy czy potrzeb kobiety były całkowicie zależne od mężczyzn, tworzących najważniejsze teorie związane z kobiecym ciałem (i pozwólcie mi tylko stwierdzić, że rzadko stawiały one kobiety w dobrym świetle).

W tym kontekście Trotula, nawet jeśli została zebrana, a nie w całości napisana przez kobietę, wydawała się wręcz skandaliczna. Pierwszy tekst z Trotuli, Liber de sinthomatibus mulierum, po raz pierwszy ukazywał menstruację jako pozytywne i zdrowe zjawisko związane z oczyszczaniem się organizmu i przygotowywaniem na zajście w ciążę. Już to było całkowitą nowością – do tej pory powszechnie panowało przekonanie, że jest to objaw nieczystości, coś obrzydliwego i bardzo wstydliwego.
Higiena, dieta i poród bez bólu
Najwięcej kontrowersji wzbudziły jednak twierdzenia przypisywane samej Trocie, a więc obecne w drugim rozdziale. Wbrew popularnemu wówczas myśleniu, że rodzenie w bólu jest karą boską za grzech pierworodny, Trota rekomendowała podawanie rodzącym kobietom ziół przeciwbólowych (a nawet opiatów) i wspieranie ich tak, by jak najbardziej ułatwić im wydanie potomka na świat. W przeciwieństwie do wielu swoich kolegów po fachu traktowała kobiety jak pełnoprawnych pacjentów i szczegółowo zajmowała się nie tylko ginekologią, ale i medycyną jako taką.
Uważała, że kobiety mają niższą odporność (także na ból) i zalecała ziołowe środki na poprawę kondycji kobiecych genitaliów. W nowatorski jak na tamte czasy sposób rekomendowała też dbanie o dietę, aktywność fizyczną, codzienną higienę, a nawet unikanie stresu w celu wspomagania zdrowia. Co więcej, zalecała lekarzom prowadzenie szczegółowego wywiadu z pacjentką i słuchanie, co dokładnie mówi ona o swoim zdrowiu. Zdaniem Troty to podstawa dobrze postawionej diagnozy.
Według ówczesnych tekstów Trota była specjalistką w łagodzeniu i leczeniu kobiecych przypadłości, schorzeń macicy, prawdopodobnie też bóli menstruacyjnych (to ona też, prawdopodobnie jako pierwsza, wskazała na powiązanie między zanikiem menstruacji a problemami z zajściem w ciążę). Zalecała kąpiele, napary z ziół i dużo empatii wobec pacjenta (warto też zwrócić uwagę, że być może do opisu Troty po raz pierwszy użyto słowa magistra, a więc żeńskiej formy określenia magister, czyli wykształcony mężczyzna!).

Dużo uwagi Trota poświęciła też porodowi i połogowi – nie tylko radziła, jak uśmierzyć ból, lecz także doradzała w kwestii zachodzenia w ciążę czy pielęgnacji krocza bezpośrednio po porodzie. Wiele z jej tez stanowi dziś podwaliny współczesnej ginekologii.
Warto zwrócić uwagę na fakt, że choć ginekologia była naczelną specjalizacją Troty, lekarka podejmowała też inne tematy, łącznie z leczeniem zębów, epilepsji, ogólnymi dobrymi praktykami dla medyków czy wszelakimi chorobami, z jakimi mogą się borykać kobiety, a w niektórych przypadkach Trota opisywała też przypadłości typowo męskie.
O zbawiennym wpływie orgazmu
W pracach Troty znajdziemy też fragmenty poświęcone seksuologii. Ginekolożka uważała bowiem, że brak seksualnego zaspokojenia może się odbijać na zdrowiu pacjentek. Dziś wielu lekarzy zgodziłoby się z tą tezą, choć uzasadnienie Troty było… no cóż, na miarę tamtych czasów. Żywiła ona przekonanie, że w organizmie kobiety zaczynają zalegać toksyny, których wysoki poziom może doprowadzić nawet do śmierci. Jako rozwiązanie proponowała jak najszybsze zamążpójście i rozpoczęcie pożycia.
Co jeśli kobiecie nie udawało się wyjść za mąż lub też wybranek nie sprawował się w łóżku? I na to Trota miała rozwiązanie, wskazując na zbawienny wpływ… masturbacji. Jeśli kobieta jest zbyt wstydliwa, by się dotykać, powinna się zwrócić o pomoc do położnej (przy czym należy zaznaczyć, że położne nie miały wówczas wykształcenia medycznego). Do uwolnienia „drzemiącego w kobiecie żaru” wolno było wykorzystywać też różnorakie narzędzia, o ile sprawiało to przyjemność.
Trota miała jednak świadomość, że tego typu „rozrywki” mogą naruszyć błonę dziewiczą pacjentki. Przygotowała więc całą listę sposobów na „przywrócenie dziewictwa” (Trota używa nawet określenia „ponowne zamknięcie sromu niewieściego”) lub po prostu udawanie go w noc poślubną tak, by nie rozczarować małżonka. I tak oto rekomenduje wsuwanie pijawek w pochwę, by wywołać krwawienie po ślubie, albo umieszczanie tam rybiego pęcherza napełnionego krwią. Ta, która nie szuka sposobów na oszustwo, a chce faktycznie odzyskać dziewictwo, powinna stosować tłuszcz jelenia lub jaszczurki. Rekomendowane są też sole amonowe, sól kamienna, a nawet siarka i rtęć!
Zbyt mądra na kobietę?
Teksty Troty krążyły po Europie do XV wieku włącznie, mimo że do tego czasu ginekologia zyskała już nieco na popularności i powstawało więcej tekstów na ten temat. Prekursorka tej specjalizacji wciąż jednak cieszyła się bardzo dużym zainteresowaniem, choć oczywiście jej prace były bardzo często krytykowane jako sprzeczne z naukami kościoła i powszechnie przyjętymi normami społecznymi. Teksty przetłumaczono do XV wieku na irlandzki, francuski, angielski, niemiecki, flamandzki i kataloński. Liczba tłumaczeń mówi sama za siebie – Trota była wówczas naprawdę znana, a średniowieczny francuski poeta Rutebeuf w jednym ze swoich utworów nazwał ją nawet „najmądrzejszą kobietą na całym świecie”.

W połowie XVI wieku, a więc na długo po jej śmierci, o Trocie zaczęto jednak zapominać albo, co chyba gorsze, wątpić w to, że była kobietą.
Nic więc dziwnego, że w XX wieku Trotę często uważano za postać legendarną, nieprawdziwą. Wielu naukowców podważało w ogóle możliwość, by kobieta była w średniowieczu cenionym specjalistą medycyny, pierwszym ginekologiem i żeby pisała tak odważne teksty bazujące na rozległej wiedzy. Niektórzy sądzili, że autorem Trotuli był jeden mężczyzna (być może imieniem Trottus) i w wyniku przekręcenia nazwy dzieła pojawiła się fikcyjna Trota, zaś przydomek „z Salerno” wiązał się po prostu z najbardziej znaną szkołą medyczną. Oczywiście były to twierdzenia bardzo nieuczciwe i seksistowskie.
Trota w Polsce
Na szczęście znalazł się i badacz, który rozpoczął wnikliwe studia nad postacią Troty – wspomniany już wcześniej John F. Benton. W latach 80-tych XX wieku opublikował on serię artykułów poświęconych pierwszej ginekolożce, w których bezwzględnie dowodził jej istnienia oraz autorstwa De curis mulierum. Co więcej, Benton dotarł do innych, zaginionych dotychczas tekstów Troty – manuskryptu Practica secundum Trotam (Praktyka lekarska według Troty), odnalezionego przez niego w Madrycie (uważa się, że mógł przetrwać zaledwie fragment wielkiego dzieła), ale też przypisał jej autorstwo fragmentów pracy De aegritudinum curatione (Leczenie chorób), odkrytego współcześnie w… bibliotece wrocławskiej, stanowiącego część Codex Salernitanus (pozycja ta faktycznie we fragmentach znajduje się obecnie w archiwum cyfrowym wrocławskiej biblioteki uniwersyteckiej). Te odkrycia zdecydowanie pogłębiły naszą wiedzę o naukach Troty oraz zamknęły buzie wszystkim niedowiarkom. Trota doczekała się nawet tłumaczeń z łaciny (niestety nic nie ukazało się jeszcze w języku polskim), a jej popularność ponownie wzrosła.
Mimo że dzięki Bentonowi o Trocie wiemy już dużo więcej, wiele tekstów nadal przypisuje jej przede wszystkim autorstwo Trotuli, które już bezsprzecznie zostało obalone (mimo że teksty opierają się na naukach Troty). Wielu badaczy nie ma nawet świadomości istnienia dwóch nowych tekstów znalezionych przez Bentona! Trota jest dla historyków i historyczek wciąż nieodkrytym skarbem. Kto wie, ile jeszcze sekretów kryje biblioteka wrocławska.
A jeśli lubicie silne postaci kobiece, zachęcamy do lektury artykułu o innej Włoszce, która zmieniła swój kraj – France Violi.
Przy pisaniu tego artykułu korzystałam przede wszystkim z poniższych publikacji i opracowań historycznych:
https://authors.library.caltech.edu/16446/1/HumsWP-0098.pdf
https://rewolucje-w-stosun.wixsite.com/projektismuw2016/trota-z-salerno
https://www.encyclopedia.com/history/encyclopedias-almanacs-transcripts-and-maps/trota-salerno
oraz z książki Zakazane Ciało. Historia męskiej obsesji autorstwa Diane Ducret (tłum. Anna Maria Nowak, książka ukazała się nakładem wydawnictwa Znak Horyzont, Kraków 2016).